wtorek, 19 marca 2013

5: Co się działo wczoraj?



Rozdział 5.
Obudziłam się i zobaczyłam na telefonie sms od Łukasza.
„Siema, mogę do Ciebie przyjechać z Sarą?   Piszczu”
Odpisałam, że tak i poszłam się ubrać w jakiś luźny strój.
Kasia dzisiaj siedziała na wykładach sztuki w galerii, a Marcysia i Daria miały egzamin. Zrobiłam sobie herbaty i usiadłam na krześle przy wysepce. Spojrzałam w dół. Zamknęłam oczy. Pierwszy raz od dłuższego czasu miałam czas, żeby usiąść i pomyśleć o wszystkim.
 Usłyszałam dzwonek domofonu. Otworzyłam. Po chwili Łukasz i jego córeczka już siedzieli ze mną w kuchni.
Chwilę bawiłam się z Sarą, Łukasz poszedł w tym czasie do łazienki.
-Wiesz, mama i tata się wczoraj kłócili, krzyczeli bardzo głośno- wyszeptała mi mała dziewczynka.
-Dlatego tata jest taki przybity, ale ich kłótnie nas nie dotyczą prawda?- uśmiechnęłam się do niej.
-Jesteś strasznie fajna- wysepleniła.
-Dziękuję- zaśmiałam się. Po dwugodzinnej zabawie mała zasnęła na kanapie. Przykryłam ją kocem i usiadłam z Łukaszem w kuchni.
-Znamy się prawie miesiąc, a ja mało o Tobie wiem- uśmiechnął się do mnie.
-Ze wzajemnością Łukasz- wystawiłam język do niego.
-To najpierw ty-upił łyk ciepłej herbaty.
***

Kasia, Daria, Marcysia siedziały przy stole i jadły ciepły obiad.
-Laski moje kochane! Macie dwie godziny na zrobienie się na bóstwo i idziemy na wielką imprezę do Moritza- weszłam do kuchni i szeroko się do nich uśmiechnęłam.
-Do tego Moritza?- spytała Daria.
-Musisz się przyzwyczaić, że jesteś w ich życiu. Będą tam wszyscy. Całe BVB, my, żony, dziewczyny, dziunie, lachony i co tam chcecie. Jedyny warunek to czy chcecie iść?
-TAK!- Wrzasnęły wszystkie.
-To się zbierać, bo do jutra czekać nie będziemy- Dziewczyny wybiegły z kuchni prawie zabijając się w przejściu.
Po niecałej godzinie wszystkie były zrobione.
Kasia miała spięte włosy w warkocz i zrobione z tego kok. Jej ostry makijaż idealnie współgrał ze strojem.  Marcysia swoje czerwone włosy zostawiła tak jak miała, posypała je brokatem i spryskała lakierem. Jej strój podkreślał jej kobiece kształty. Daria zrobiła warkocz na bok, a jej sukienka uwydatniła jej zgrabną sylwetkę. Ja natomiast pofalowałam włosy i ubrałam taki strój, aby było mi wygodnie. Stałyśmy wszystkie przed lustrem i patrzyłyśmy na nasze odbicie. Każda wzięła do torebki najważniejsze rzeczy: telefon, klucze, dowód, portfel, gumy do żucia, przybory do makijażu. Po dwudziestu minutach jazdy taksówką wchodziłyśmy na wielką posesję gospodarza dzisiejszej imprezy. Już było tam dużo ludzi.
-Hej Kamila!- Moritz do mnie podszedł i mnie przytulił.
-Hejo! To jest Daria, Marcysia i Kasia.- dziewczyny w odpowiedniej kolejności pomachały mu.
-To ta Marcysia o której Mario cały czas gada? – spojrzał na mnie, wzruszyłam ramionami. –E! Gotze chodź tu!- zawołał, a po chwili Mario stanął obok nas. – Załatwiłem Ci partnerkę na ten wieczór- uśmiechnął się do niego. Mario podszedł do Marcysii złapał ją pod rękę i poszli gdzieś razem.
Moritz popatrzył na Kasię.
-Będziesz moją partnerką na dzisiejszy wieczór?- spytał się jej.
-Jeżeli chcesz- uśmiechnęła się do niego i obydwoje poszli dalej. Daria złapała się mnie.
-Zostałyśmy same. Powiedz, że Marco tu nie ma, bo ja umrę na sam jego widok!- powiedziała, łapiąc mnie za dłoń. W tym samym momencie Reus przebiegł przed nią.- O BOŻE! –wrzasnęła.
- Na razie możesz mówić do mnie Marco, O boże, będziesz krzyczeć kiedy indziej- puścił jej oko, podał jej dłoń i razem poszli na balkon rozmawiać. Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam Roberta z Anią.
Podeszłam do niech.
-Hej- uśmiechnęłam się.
-O Aniu poznaj naszą dietetyczkę, Kamila- pokazał na mnie. Wymieniłam się uśmiechami z nią. Podszedł do nas Mats.
-Hej,
-Siema- odpowiedziałam.
-To jest Patrycja- pokazał na śliczną dziewczynę stojącą obok niego. Przywitałam się z nią porozmawiałam z nimi chwilę i zauważyłam Łukasza stojącego przy oknie.
Podeszłam do niego. Kiedy się zbliżałam, on już się do mnie uśmiechał. Poczułam to co zawsze czułam, kiedy widziałam go jako nastolatka, te motylki w brzuchu.
-Siema- zaczął.
-Hej- odpowiedziałam trochę zakłopotana swoim uczuciem.
-Coś się stało?- spytał
-Nie, nic. Jesteś sam?- spytałam rozglądając się za Ewą.
-Ewa nie chciała przyjść, bo bolała ją głowa. – Zauważyłam, że jego mina trochę zrzedła.
-Dobra, nie ważne. Idziemy się napić? – spytałam
-Prowadź- uśmiechnął się.

****
Wstałam chwiejnym krokiem. Spojrzałam na stolik.
-Wypiłam z Łukaszem na pół jedną butelkę wódki- pomyślałam i spojrzałam dookoła. Nikt nie siedział, obok, ani nie leżał. Łukasz podniósł się z krzesła i się zachwiał. Upadł. Nie mogłam przestać się śmiać.
-Co się śmiejesz Ty? Nogi mi zdrętwiały! Jezu jak mi się pić chce. – przejechał językiem po wargach.
-Chodź może coś znajdziemy- podałam mu rękę.
- My wczoraj wypiliśmy całą butelkę na pół?- spytał przerażony.
-Na to wygląda- złapałam się za głowę. –Pewnie wyglądam jak straszydło co?- spojrzałam na niego.
-Nie, wyglądasz dobrze- pomachał głową- w ogóle gdzie my jesteśmy?- spytał.
-Chyba w wiacie ogrodowej.- nacisnęłam na klamkę, do środka wpadły świeże promienie słońca. Wyszliśmy na zewnątrz. Spojrzałam na swoje buty stojące przed drzwiami. Buty były poturbowane, a obcasy połamane w drobny mak. Łukasz złapał mnie za nadgarstek i przeszliśmy przez trawę do domu.
-Wszyscy zgonowali przy basenie- zaśmiał się Łukasz.
-Tam jest samochodzik?- spojrzałam w dół basenu.
-Opel- zaczął się śmiać. Weszliśmy do środka. W domu każdy leżał na sobie.
-Roman, Roman, Roman- Łukasz kilka razy potrząsnął bramkarzem, który siedział przed szafą, okryty ziemią, roślinami i w pozycji jakby bronił.
-Obroniłem!- wrzasnął, po czym spojrzał na nas z przerażeniem- Dlaczego stoicie w moim polu? Zła bramka?
-On jest jeszcze pijany, Łukasz- podpowiedziałam. Poszliśmy dalej.
-O Kuba on nie pije- Łukasz podszedł do Błaszczykowskiego. Kuba był cały w odciskach ust. Spojrzał na nas.
-Stary powaliło Cię?!- wstał do Łukasz
-ale co?
-Dałeś im pomadkę Kamili, każdy się malował i się uparł, że jak nie da całusa Kubusiowi to będzie bezpłodny. Stary dwudziestu facetów, pomalowanych w damską pomadkę mnie całowało. Zabiję Cię!- wybuchłam śmiechem. –nawet nie było szans o obronie, czterech mnie trzymało trzech całowało po klatce piersiowej i twarzy. –Kuba się zatrząsł. Razem z Kubą poszliśmy dalej. Zobaczyłam Marcysię i Mario, leżących obok siebie i trzymających się za ręce. Zrobiłam im zdjęcie, po czym Kuba wylał na nich wodę z wiaderka. Goetze miał na sobie jeszcze resztki mojej pomadki.
-Co jest?!- Mario wstał, a Marcysia poczuwszy mokro wyskoczyła z łóżka. – o stary moja głowa!
- Z mózgiem też nie najlepiej- Kuba spojrzał na niego z pod byka.
-Co ci się stało? Banda napalonych fanek Cię napadła? – Mario spytał się rozcierając swoje czoło.
-Tak, banda fanek o nazwie BVB i przewodniczyłeś ty- Kuba wrzasnął, aż Marcysia się przestraszyła. Mario kompletnie nie wiedział o czym Kuba mówi.
Zostawiliśmy ich. W następnym pokoju był Lewy i Annia, a na dole Hummels tulący się do Patrycji.
Po drugiej stronie leżał Santana przytulony do palmy, która miała obgryzione liście. Weszłam do następnego, Daria i Marco siedzieli na łóżku i grali w łapki.
-Nie piliście nic wczoraj?- spytałam
-Nie, my siedzieliśmy i cały czas gadaliśmy- uśmiechnął się Reus
-Bo wszyscy są zalani w trupa i nikt nie wie co się działo- odpowiedziałam i wyszłam.
-Chodź odprowadzę Cię do domu. – Łukasz złapał mnie za ramię.
-Muszę Kasię tylko znaleźć- uśmiechnęłam się do niego. Szukaliśmy jej wszędzie.
- Z kim ona balowała?
-Z Moritzem- odpowiedziałam.
-To pewnie leżą w jego sypialni.
-Myślisz, że jej to zrobił?- spytałam przerażona.
-po pijaku? Moritz, dziewczyna, która mu wpadła w oko, jego dom, sypialnia, Wszystko się mogło zdarzyć- Łukasz przycisnął mnie do siebie. Szybko wbiegłam do sypialni Moritza. Kasia leżała na łóżku, a on leżał pod szafą. Szybko ocuciłam dziewczynę i wyciągnęłam ją na zewnątrz. Zadzwoniliśmy po taxi i jako tako połowa imprezowiczów wróciła do domu.
**
Odebrałam telefon.
-Halo?
-Siema tu Łukasz, żyjesz? Jak dziewczyny?
-Właśnie się obudziłam. Która godzina? Ja jakoś żyje, a dziewczyny to nie wiem.
-Jest  trzynasta. Dobra jakby się coś działo to dzwoń.
-Dobrze.- pożegnałam się i  odłożyłam telefon. Miałam na sobie jakąś męską koszulkę i majtki. Wyszłam do kuchni, napiłam się wody.  Dziewczyny jęczały na kanapie.
-Zabalowałyście- powiedziałam szeptem.
-Bo ty nie- zaśmiała się Kasia- wywijałaś na parkiecie swoje dancehallowe triki. W sukience głupku
-Matko, co?
- No robiłaś szpagaty, stawałaś na głowię i to wszystko w sukience- dopowiedziała Marcysia.
-Ty wylądowałaś z Mario w łóżku- wystawiłam język
-jak to?
-Mam wasze zdjęcie- uśmiechnęłam się do niej i pokazałam jej telefon.
-Dobrze, że tylko tak, a nie jakoś inaczej- usiadłam między nimi.
-No to pierwsza impreza w takim gronie zaliczona- zagryzłam wargę i przymknęłam oczy.
-Chyba zgon- Kasia położyła na mnie głowę.
Patrycja Best 26 lat

 Daria Nägele 24 lata
______________________________________

Koniec, wykorzystałam swój limit na dzisiaj : ) Następny rozdział nie wiem kiedy, na pewno jak będzie 10 komentarzy (podbijam lvl, bo wam za szybko to idzie)
Mam nadzieje, że wam się podoba.
Nie bijcie za błędy i głupotę, ale jestem chora.
xx


4: Bigos?



Rozdział 4.
Dzisiaj miałam wolne, usiadłam na kanapie przed telewizorem i włączyłam jakiś Polski program. W rękach miałam kubek z ciepłą kawą, bitą śmietaną i czekoladą. Sam jej zapach, był tak bardzo słodki, że chciałabym już ją wypić, jednak była ona trochę za ciepła. Kasia podeszła do mnie od tyłu.
-Idę do sklepu po jakieś drobne zakupy na obiad. Chcesz coś? – spytała
-Nie, raczej, a co robisz na obiad?
-Jeszcze nie wiem, możesz coś dietetycznego?- Położyła rękę na moim ramieniu. Uśmiechnęłam się do niej i wystawiłam jej język. Ubrała się i poszła.
- Kamilaaa!- usłyszałam jak Marcysia przeciąga A w moim imieniu i już wiedziałam, że coś chce.
-No?
-Nie obrazicie się z Kasią jak pójdę do koleżanki na impreze?- spytała.
-Dlaczego miałybyśmy się obrazić?- wodziłam za nią wzrokiem. W końcu usiadła obok mnie.
-No nie wiem ,że idę bez was- zrobiła smutną minę.
- a gdzie ta impreza i u kogo?- spytałam
- No u koleżanki, takiej Darii z uniwersytetu. Zacznie się około 17, a skończy pewnie o 2 w nocy- spojrzała na mnie
- No dobra idź, ale uważaj na siebie i nie wracaj schlana w trupa!- powiedziałam
-Dobrze mamo!- zaczęła się przedrzeźniać. Rzuciłam w nią poduszką.
-Ja Ci dam mamo!- zaczęłam się śmiać.
***
Spojrzałam na zegarek, napisałam sms do Kasi, że za 40 minut kończę pracę i zaczęłam kończyć już swoje prace. Usłyszałam pukanie do drzwi. Emma właśnie robiła sobie kawę, więc je otworzyła. Do naszego salony wpadł Mario.
-Kamila!- wrzasnął, aż podskoczyłam.
-Tak?- spytałam
-Ty jesteś z polski- zaczął przedłużać- to masz bigos prawda?- spytał
-Tak, mam bigos w mieszkaniu, mam nawet kilka słoików- uśmiechnęłam się – chcesz kilka?- spytałam.
-Tak chcę- wrzasnął- mogę dzisiaj po nie podjechać? Masz samochód? Daleko mieszkasz? O której kończysz?- zaczął sypać pytaniami.
-Tak możesz po nie dzisiaj podjechać, nie mam samochodu, mieszkam jakieś 3 km stąd, kończę za raz.- starannie odpowiedziałam na każde pytanie.
- To ja Cię podwiozę i od razu wezmę słoiki okej?- spytał
- No dobra.
- To chodźmy- uśmiechnął się do mnie.
- Nie wiem czy mogę wyjść te 10 minut szybciej- zaśmiałam się i spojrzałam na Emme, która pokazała mi ręką, że mogę już iść. Złapałam kurtkę i ruszyłam za młodym napastnikiem (?) . Weszliśmy do jego samochodu i chwilę rozmawialiśmy.  Po chwili byliśmy już na miejscu i wchodziliśmy do mieszkania.
Wchodząc do kuchni razem z Mario, zobaczyłam, że dziewczyny siedzą przy wysepce i coś obgadują.
-Hej, to jest Mario Goetze. Mario przyszedł po bigos. – spojrzałam na Marcysie, która na raz zbladła i się zarumieniła.
-To jest Kasia- pokazałam na dziewczynę siedzącą za wyspą- To jest Marcysia- pokazałam na dziewczynę najbardziej wysuniętą ku nam.
- Czeesć- powiedziała czerwono włosa  drżącym głosem. Mario podszedł do niej i podał jej rękę. Dziewczyna dotknęła jej jakby się bała, że go może uszkodzić. Schyliłam się do szafki po cztery słoiki z bigosem, położyłam je na stole, wsadziłam do ekologicznej siatki i podałam.
-Ratujesz mi życie, Kamila!- krzyknął i powoli zaczął kierować się ku drzwiom. Odprowadziłam go i powrotem wróciłam do kuchni.
-No to macie coś do jedzenia? – spytałam z uśmiechem. Marcysia była w swoim świecie. –Pani Gece!-wrzasnęłam!
-Jak mogłaś go tu przyprowadzić, kiedy ja byłam po imprezie w takim stanie?- spytała oburzona.
-Oj nie przesadzaj nie wyglądasz, aż tak źle, a chłopak jak na Ciebie spojrzał to mu się w oczach iskierki zapaliły. – powiedziałam klepiąc ją po ramieniu.
-Kamila mamy do Ciebie sprawę.
- No mówcie- pośpieszyłam je.
-No bo właśnie tą Darię wywalili z mieszkania i ona nie ma gdzie mieszkać, a u nas są jeszcze dwa wolne pokoje. Może u nas mieszkać? –spytała Kasia
-Jeżeli będzie się dokładać do wszystkiego to oczywiście, że tak- uśmiechnęłam się do nich.
-To ona dzisiaj jeszcze przyniesie swoje rzeczy- Marcysia wyskoczyła na mnie i się do mnie przytuliła.
-Dobra,  a teraz dawajcie mi obiad, bo jestem strasznie głodna!
***
Mario właśnie wjeżdżał na posesję Marco. Wbiegł do pokoju.
-HA! Mam bigos, wygrałem zakład!- zaśmiał się
- ale jak? Przecież powiedziałem Lewemu, Piszczkowi i Kubie, żeby Ci nie dawali.
-zapomniałeś o Kamili, pacanie!- wystawił mu język
-Nie ważne jak go zdobył, dawaj, bo jestem głodny- krzyknął Mats.
-Trzeba go odgrzać, bo was będą brzuchy boleć, a Jurgen nas zabije!- Gotze wziął słoiki do kuchni i wrzucił je do garnka.
-Pedale, nie włączyłeś kuchenki- zaczęli się śmiać z niego.
-Sam byś tego lepiej nie zrobił!- rzucił w Matsa łyżką z bigosem.
-Wojna na żarcie?
-Nie!- wrzasnął Reus
Po chwili już spokojnie usiedli i zajadali się polskim przysmakiem.
-Wiecie, ta Kamila ma śliczną koleżankę.- zaczął marzyć Mario.
-Bo to polki- Mats ugryzł chleb.
-Ona miała takie trudne imię- Mario zaczął intensywnie myśleć.
-Bo Ci chomiczek w mózgu pierdolnie- zaczął się śmiać Marco.
-Oj zamknij się! Ona miała na imię Marcysia!- krzyknął Mario dumny z siebie.
-Dobra chodźcie grać w fife, bo temu zacznie odwalać- jęknął Mats.
___________________________________

Jestem nienormalna. Wstawiam wam jeszcze jeden, żeby nie było za łatwo czekam na 6 komentarzy. Inaczej następnego nie ma.
xxx
Holiwood


3: Dziecinna rzecz




Rozdział 3.

Wbiegłam do gabinetu.  Włączając komputer, wypakowywałam swoje rzeczy.
-O jesteś- Emma się do mnie uśmiechnęła
-Wiem, że się spóźniłam, ale zaspałam. To jedyny taki wybryk, pierwszy i ostatni, obiecuję- zaczęłam się tłumaczyć.
-Ej, spokojnie, nic się nie stało!- uspokoiła mnie.- zacznijmy nasze bilanse, ja będę mierzyć, ty będziesz ich przyjmować i zapisywać. Pasuje taki układ?- spojrzała na mnie. Pomachałam głową w górę i dół. Poprosiłam pierwszych pacjentów.  Do gabinetu weszło pięciu chłopaków Moritz, Marco, Mario, Kevin i Roman. Jako pierwszy do spisania danych wystąpił Moritz.
-Cześć!- krzyknął.
-Hej, Jestem Kamila i jestem tu nowa. Ściągnij bluzkę i buty.
-a spodnie?- zrobił głupią minę.
- nie wiem czy jest na co patrzeć- zaśmiałaś się, a reszta chłopaków mi wtórowała.
Emma go zmierzyła.
- możesz założyć bluzkę i wejdź na wagę. –dodała.
Następny był Reus.
-Ty tak samo jak Moritz, ściągasz bluzkę i buty, właściwie to wszyscy już możecie je pościągać. – wychyliłam się trochę za Marco i zobaczyłam jak wszyscy robią posłusznie co każę. Zmierzyłyśmy ich bez jakiś większych problemów.  Następnie weszli  Zlatan, Neven, Patric, Marcel i Sebastian.
U nich też nie było problemu oprócz jakiś głupich podtekstów i pełno śmiechu.
Potem weszli Mitchell, Marc, Mats, Oliver, Chris i Felipe.  U nich też nie było dużego problemu. Tylko Felipe miał trochę za mało witamin, więc poprosiłyśmy, żeby wrócił do nas  jak wszystkich przebadamy.  Po nich weszli Sven, Illkay, Ivan, Mustafa, Mervin i Leonardo. Ich wyniki były najlepsze z dwudziestu dwóch poprzednich sportowców. Po chwili wpadł Julian, który myślał, że się spóźnił, Emma szybko pobrała od niego pomiary, wagę i wybiegł jak szalony. Kiedy zobaczyłam, kto nam został zatrzęsłam się.  Na kartce nie było tylko wyników Kuby, Roberta i Łukasza. No właśnie Łukasz do niego zawsze miałam słabość. Weszli we troje, przeciskając się w drzwiach jak małe dzieci, które widzą w pokoju lizaka. Spojrzeli  na mój identyfikator, uśmiechnęli się i prawie w tym samym momencie krzyknęli.
-Polka?- uśmiechnęłam się i przytaknęłam
-W końcu jest z kim można po polsku porozmawiać- zaczął Lewy.
- a my?- oburzyła się dwójka.

– a Annia?- spytał zaciągając Łukasz.
-O Jezu żartowałem, przecież!- odpowiedział Robert i zrezygnowany usiadł na kanapie.
- To który pierwszy?- spytałam, jak najbardziej opanowując swoje emocje.
-To ja, bo się do Oliwki śpieszę- powiedział Kuba. Emma patrzyła na nas i nie wiedziała co się dzieje.
-To może ty się nimi zajmij, a ja będę spisywać wyniki- powiedziała i zajęła moje wcześniejsze miejsce
- To ściągnij bluzkę i buty.- kiedy był już gotowy, starałam się jak najszybciej pobrać wszystko od niego, żeby mógł jechać do córki.

– Kuba mniej słodyczy przed badaniem, bo masz za duży cukier-Emma zaśmiała się.
- To nie słodycze, on po prostu jest taki słodki- krzyknął Piszczek i zaczął się śmiać z kolegi. Ich śmiechy były tak bardzo zaraźliwe, że sama nie mogłam przestać tego robić. Kiedy Błaszczykowski wyszedł z sali, do badania podszedł Lewy. U niego nie było żadnych zarzutów, więc badanie przebiegło w mniej niż 10 minut. Robert też wybiegł. Została tylko Łukasz.

-No to teraz ty- uśmiechnęłam się. Łukasz ściągnął koszulkę i stanął przede mną. Wciągnęłam powietrze w płuca.
- Coś się stało?- spytał
-Nie, nic, po prostu dziecinne rzecz. Nie ważne- wzięłaś miarę i zmierzyłam wszystko.
-Od kiedy tu jesteś? – zaczął zagadywać.
- od czterech dni. – grzecznie odpowiedziałam.
- a mieszkasz z kimś, czy jesteś sama?- spojrzał na mnie.
-mieszkam z przyjaciółkami jakieś trzy kilometry stąd.
- to nie daleko- uśmiechnął się.
- no nawet nie, wciągnij powietrze- podyktowałam- Łukasz wciągnij powietrze- powtórzyłam, kiedy nie widziałam zmiany.
-No przecież wciągnąłem, to mi zmieniasz ty!- zaczął się śmiać, swoim zarażającym śmiechem.
- za kulisami Opla?- podniosłam jedną brew
- oglądałaś?- jego zaskoczona mina, wykazywała, że się tego nie spodziewał
-Wiesz, jestem wielkim kibicem BVB i jakoś reklamy Opla nie mogłam przeoczyć.- zaśmiałam się- dobra możesz się ubrać i wejdź na wagę.- powiedziałam, a chłopak zrobił posłusznie wszystko.
-Umówmy się kiedyś jako Polacy w Dortmundzie- puścił oczko.
-Jak będą jakieś plany to chętnie- uśmiechnęłam się i zamknęłam za nim drzwi.
-Kamila, pamiętaj, że on ma żoną- wyrwała mnie z moich myśli Emma, dopiero teraz zauważyłam, że stałam oparta o drzwi i delikatnie wzdychałam.
-Wiem!- szybko się ogarnęłam i spojrzałam na zegarek.- Jest szesnasta idziemy do domu?- spytałam.
-Możemy się już zbierać- uśmiechnęła się i poszła do swojego stanowiska.
Wróciłam do domu i wzięłam się za sprzątanie .
Następne kilka tygodni były podobne do tych.
Dom-> praca-> spanie-> budzenie się -> praca czasem tylko zakupy..

____________________
Ja wiem drętwy :C Nie umiałam go zakończyć i spieprzyłam : C Dlatego jak dostanę 3 komentarze to nawet dzisiaj wstawię wam następny.
XOXO