sobota, 30 marca 2013

21: Czekaliście na mnie?

Rozdział 21.

*kilka dni później*

-Moritz!- usłyszałam głos Dari, wyskoczyłam z łóżka i pobiegłam na korytarz, w którym stał młody chłopak. Na twarzy miał kilka już zaschniętych ran. Wielkiego siniaka pod prawym okiem i nogę w usztywniaczu. Kasia wzięła od niego torbę.
-Cześć wam- obdarował nas swoim ciepłym uśmiechem.
-Jak się czujesz?- przecisnęłam się przez Mario i Marcysie.
-Dobrze tylko przed najbliższy miesiąc stoję i nie mogę grać.
-Ale na treningi będziesz chodził?- spytał Gotze
-Tak- uśmiechnął się
-Dobra nie męczcie go, chodź- Kasia złapała go pod rękę i weszli do pokoju. Jeszcze chwilę staliśmy w przedpokoju i gadaliśmy między sobą. Nagle otworzyły się drzwi wejściowe i do mieszkania wszedł Łukasz.
-Czekaliście na mnie?- spytał patrząc na naszą grupkę. Wskoczyłam na niego i pocałowałam.
-Co tu robisz?
-Przyszedłem do Ciebie- oddał mi pocałunek.
-Jesteście tacy słodcy, że sobie stąd idę- rzucił Mario i łapiąc Marcysię za rękę, wrócił do pokoju.
Uśmiechnęłam się do Łukasza, a on postawił mnie na ziemi.
-Idziesz dzisiaj do pracy?
-Nie, dzisiaj Emma ogarnia dokumenty.
-To chodź z nami na trening, posiedzisz tam godzinę i później zabiorę Cię gdzieś co?
-Mi się ten pomysł podoba- przybliżył się do mnie i delikatnie pocałował.
***
Weszliśmy na stadion. Zajęłam miejsce obok Jurgena i Moritza.
-Kamila- uśmiechnął się do mnie trener pszczółek.
-Tak?- spojrzałam na niego.
-Podoba Ci się Łukasz?- spytał
-słucham?
-No bo wy kręcicie, to tak się pytam
-Trenerze, oni są razem- wtrącił się Moritz
-Nie nadążam za wami- pokiwał głową i wstał do nich. Spojrzałam na Moritza, a on na mnie, zaczęliśmy się śmiać. Siedziałam przez chwilę cicho.
-Nad czym myślisz?- spytał Mo
-Nad życiem- uśmiechnęłam się do niego. Zaczęliśmy rozmawiać, śmiać się. Piłka Łukasza potoczyła się do mnie, zatrzymałam ją nogą. Piszczu podbiegł do mnie.
-Podasz?
-Za całusa- zagryzłam wargę. Podbiegł bliżej, złapał piłkę i musnął moje usta.
-Serio razem jesteście słodcy- uśmiechnął się Moritz.
-Dziękuję- powiedzieliśmy w tym samym momencie. Uśmiechnęłam się do niego i znowu zaczęli grać. Wyciągnęłam telefon i zaczęłam odpisywać Kasi na sms.
-Kamila!- usłyszałam głos, podniosłam wzrok i zobaczyłam jak piłka leci w naszą stronę. Odbiłam ją pięścią i najwyraźniej byłam pierwszą osobą, która tak zrobiła, bo wszyscy stali z dużymi oczami i otwartymi ustami. Podniosłam piłkę i ruszyłam ku nim.
-Zamknijcie budzie, bo wam pszczółki nalecą- uśmiechnęłam się i wyrzuciłam piłkę z autu. Trener gwizdnął po kilku minutach i pożegnał się z dużymi dziećmi. Weszłam razem z nimi do szatni.
-Kamila, jak ty to? - spytał Roman
-Mówiłam Ci już kiedyś, że lepiej bronię- uśmiechnęłam się do niego i usiadłam przy torbie Łukasza.
Jeszcze chwilę cała drużyna mówiła mi jakie to nienormalne, że odbiłam piłkę.
-Idziemy moja księżniczko?- usłyszałam z góry.
-Idziemy- spojrzałam na Łukasza, wstałam, uśmiechnęłam się do reszty i wyszliśmy, żegnając się.
***
-Gdzie mnie zabierasz?- spytałam
-Do restauracji?- uśmiechnął się i zmienił bieg
-a po co?- zaśmiałam się
-Pytasz jak małe dziecko. Dowiesz się na miejscu.- odpowiedział. Po kilku minutach zaparkowaliśmy na parkingu. Weszliśmy do restauracji i usiedliśmy przy stoliku.
***
-Kocham Cię- powiedział łapiąc mnie za rękę.
-Ja Ciebie też- uśmiechnęłam się do niego.
-Będziesz ze mną na zawsze?- podniósł kąciki ust.
-Jeżeli będę mogła
***
*perspektywa Darii*
Marco złapał mnie za rękę. Przechodziliśmy właśnie przy sklepie.
-Kupujemy coś?- spytał
-A chcesz coś?- spojrzałam na niego.
-Żelki?- zaproponował
-na żelki to się zgadzam- uśmiechnęłam się do niego i weszliśmy do sklepu. Stanęliśmy przy wielkim regale i zaczęliśmy wsypywać je do papierowych torebek.
-Marco?-usłyszałam za sobą damski głos. Reus odwrócił się wtedy kiedy ja.
-Caroline?- spojrzał na nią.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę, że Cię widzę- podeszła do niego i próbowała rzucić mu się na szyję, ale chłopak ją delikatnie odsunął.
-To jest Daria- pociągnął mnie za rękę.
-Cześć, jestem dziewczyną Reusa- przedstawiła się.
-Byłą- warknął Marco
-No właśnie, to, że zerwaliśmy to był błąd, kotek- uśmiechnęła się do niego
-Zdradziłaś mnie. Jaki błąd do cholery?- spytał. Złapał torebeczki i ruszyliśmy do kasy.
-Marco, muszę Ci coś wytłumaczyć! Spotkajmy się!- powiedziała.
Wyszliśmy ze sklepu.
-Przepraszam. Nie chciałem, żeby to tak wyglądało- spuścił głowę.
-Marco, odwieziesz mnie do domu?- spytałam
-Daria.- przeciągnął
-Zawieziesz czy mam iść na pieszo?-nacisnęłam.
-Chodź..- powiedział cicho.
Po kilku chwilach jazdy w ciszy dojechaliśmy do mieszkania. Wysiadłam i poszłam na górę. Chłopak został w samochodzie.
*perspektywa Marco*
Uderzyłem ręką w kierownicę. Drugą wymacałem telefon ze schowka i wybrałem numer do Marco.
-Gotze gdzie jesteś?- spytałem
-W domu- odpowiedział
-Zaraz do Ciebie przyjadę ok?
-Spoko, specjalnie dla Ciebie trochę ogarnę.
-Nie jest mi do śmiechu Marco- wrzasnąłem i ruszyłem. Kilka minut później wjeżdżałem na posesję. Wszedłem do domu.
-Mario jestem!- krzyknąłem i zamknąłem za sobą drzwi.
-Gram w Fifę- odpowiedział. Podszedłem do lodówki, wziąłem jedno piwo i poszedłem do niego.
-Co się stało, że przyjechałeś?- spytał
-Caroline..- przerwałem
-Co znowu zrobiła?- wstrzymał grę.
-Wkurzyła mnie- odpowiedziałem i zacząłem opowiadać mu całe zajście w sklepie i co się potem działo.
-Musisz pogadać z Darią. - podpowiedział
-No kurwa- przekląłem
_________________________________________

Kurczaczków zielonych,
Baranków czerwonych,
Bazi różowych,
Pisanek kolorowych,
Dyngusa tęczowego
I wszystkiego dobrego

 życzy Piszczkowa (Klaudia)

Co do rozdziału jako tako będzie :D Następny dam może jutro : ) Jestem dumna z Łukasza za kolejnego gola i mam bardzo dobry humor. Komentujcie :) xx




piątek, 29 marca 2013

20: Kto ty?

Rozdział 20
Głaskałam włosy Kasi, która leżała na moich kolanach. Łukasz poszedł do lekarza, żeby się czegoś dowiedzieć.
-Idę po wodę- Kasia wstała i poszła do automatu. Piszczek usiadł obok mnie.
-Co jest?
-Moritz ma uszkodzone wiązadło w kolanie, poharatał się, stracił przytomność, na razie nie mogą go wybudzić. - złapałam mnie za dłoń. Kasia wróciła i usiadła obok.
-Pani Maturnam?
-To ja- powiedziała Kasia
-Może pani wejść do pacjenta- rzucił regułką i pokazał jej sale.
-Odwieźć Cię do domu?- spytał Łukasz.
-Nie wiem czy mogę ją zostawić-uśmiechnęłam się do niego.
-Chodźmy do niej -Wolnym krokiem ruszyliśmy do sali gdzie leżał Moritz. Weszliśmy. Kasia siedziała i trzymała chłopaka za rękę.
-Kasiu..- zaczęłam
Dziewczyna była jakby w transie. Nagle chłopak otworzył oczy. Podniósł się delikatnie na przedramieniu i wypuścił z ust wiązankę niemieckich przekleństw. Kasia wstała do niego i spojrzała w jego oczy.
-Kto ty?- spytał . Dziewczyna zaczęła płakać.- Żartowałem, Kasia. Kochanie.- powiedział i opadł na łóżko. Jego narzeczona wypuściła powietrze.
-Głupi głupek!- jęknęła i zaczęła uśmiechać się przez łzy. Stałam z Łukaszem w przejściu i nie bardzo wiedzieliśmy co się stało. Mario wbiegł do pokoju.
-Słyszałem jego głos, czy mi już jebie?- spojrzał na nas, na łóżko i podbiegł do chłopaka krzycząc przy okazji jakim to jest debilem. Po chwili wpadła tu cała reszta. Po woli wycofaliśmy się z Łukaszem i pojechaliśmy do domu.
***
Weszliśmy do domu, wtoczyłam się na łóżko, po chwili Łukasz leżał obok mnie.
-Kiedy jedziesz do Sary?- położyłam głowę na jego ramieniu.
-Wezmę ją do siebie w ferie.- uśmiechnął się.
-Pojedźmy gdzieś razem- przejechałam palcem po jego klatce piersiowej.
-Gdzie byś chciała?
-Nie wiem, gdzieś z Tobą- zamknęłam oczy i uśmiechnęłam się.
***
-Kamila!- wrzasnęła Daria. Podniosłam się, ziewnęłam i wyszłam z pokoju.
-Co?- spytałam przecierając oczy.
-Myślałam, że Cię nie ma.
-Aha!- krzyknęłam i wróciłam do łóżka.
-Wstawaj! Za dwadzieścia minut masz być w pracy- powiedziała wskakując na moje łóżko.
-Nie chce mi się- jęknęłam
-Wstawaj nie pierdziel. Ostatni dzień i masz wolne cztery dni. - ściągnęła ze mnie kołdrę.
-Dobra, dobra już wstaje- podniosłam się i poszłam do garderoby.
_________________________
Krótki, ale nie mogłam go ciągnąć :)
xx

Komentujcie :)




środa, 27 marca 2013

19: jej bajka się tak nie skończy!

****

Rozdział 19.

Otworzyłam lekko oczy i pociągnęłam ręką obok po łóżku. Nikogo nie było obok. Wstałam i poszłam do kuchni na stole leżał liścik.
"Śpieszyłem się na trening. Widzimy się wieczorem.
Łukasz xx"
Czytając, uśmiechnęłam się do siebie. Zrobiłam śniadanie i podałam. Dziewczyny powoli zbierały się w kuchni.
-Powinnyśmy zrobić kiedyś taki babski wieczór. Każda żona i dziewczyna z BVB- zaproponowała Patrycja.
-Albo narzeczona- uśmiechnęła się Kasia. Spojrzałyśmy na nią, a ona pomachała nam przed oczami pięknym pierścionkiem. Rzuciłyśmy się na nią i  zaczęłyśmy krzyczeć. Nawet Patrycja w drugim miesiącu ciąży latała jak powalona.
-To trzeba oblać!- wrzasnęła Marcysia
-Ja nie mogę! Nosz cholera nie mogliście chwile poczekać, do rozwiązania?- spytała Patrycja
-Ja też o tym nie wiedziałam- zaprotestowała Kasia
 -No i co z tego- zaśmiałyśmy się.
-Ja muszę wyskoczyć na godzinę do pracy, ale wy tu siedźcie- powiedziałam i poszłam się przebrać.
Wciągnęłam na siebie czerwone rurki, czarną koszulową bluzkę, trampki, złapałam torebkę i wyszłam.
***
Powoli zbierałam się do powrotu do mieszkania. Łukasz już czekał na korytarzu.
-Cześć, kochanie- podszedł do mnie i delikatnie pocałował w czoło.
-Hej- uśmiechnęłam się. -Nie znikaj tak rano, bo się boję
-czego?- spytał, łapiąc mnie za dłoń.
-Boję się, że..- przerwał mi telefon. Wyszperałam go z torebki.
-Halo?- odebrałam 
-Kamila.. gdzie jesteś?- usłyszałam załamujący się głos Kasi.
-Jeszcze w pracy, ale zaraz będę jechać do domu. Coś się stało? Co z Twoim głosem?- spytałam
-Jestem w szpitalu- zaczęła
-Gdzie?- warknęłam jakbym chciała się upewnić czy dobrze usłyszałam.
-W szpitalu w Dortmundzie. Przyjedziesz?- spytała
-Oczywiście, zaraz będę- rozłączyłam się.
-Coś się stało?- Łukasz spojrzał na mnie.- Masz zimne dłonie i się trzęsiesz- przytulił mnie
-Zawieziesz mnie do szpitala. Kasia tam jest, ale ja nie wiem co się stało.
-Chodź- pociągnął mnie za rękę. Po chwili wsiadaliśmy do samochodu i jechaliśmy do szpitala.
Dziesięć minut później wbiegłam do holu. Kasia siedziała przy sali. Była cała zapłakana. Podbiegłam do niej.
-Co się stało?- przytuliłam ją do siebie.
-Zadzwonili do mnie, po tym jak poszłaś, że Moritz...- przerwała
-Co z nim?- przyciągnęłam ją do siebie
-że miał wypadek jak jechał na trening-zaczęła płakać. "Nienawidzę jak ona płacze!"-wrzasnęłam w myślach. Łukasz po chwili przyszedł i usiadł obok mnie.
-Moritz miał wypadek- szepnęłam do niego.
-Co?!- wrzasnął - Cholera jasna! -zacisnął dłonie w pięść.
-Kochanie, będzie dobrze, zobaczysz, pewnie się tylko poharatał i wyjdzie z tego- potrząsnęłam Kasią.
-Nie chcą mi nic powiedzieć- łkała
-Nie płacz!-jęknęłam- Proszę..- Po chwili dołączyli do nas Kuba, Rober, Illkay, Roman, Emma, Jurgen, Felipe, Sebastian, Patrycja, Mats, Daria, Marco, Marcysia, Mario. Siedzieliśmy razem w tej pieprzonej poczekalni. Nikt nie chciał nam nic powiedzieć. Czekaliśmy. Właściwie to umieraliśmy z nadziei, oczekiwania, bezradności.
-Będzie dobrze, słyszysz?- krzyknęła do Kasi Patrycja.
-A jeżeli nie?
-Wypluj te słowa- wrzasnął Felipe. Siedziałam obok Łukasza i przygryzałam pięść. "Jej bajka się tak nie skończy!"- wrzeszczałam do tego u góry w myślach "Nie pozwolę Ci na to!"
_________________________
Wybaczcie, coś mnie dzisiaj napadło z moim dziwnym humorem.
10 komentarzy?
Płaczcie ze mną XD


@keep_calm_ziom kocham Cię najbardziej na świecie, przepraszam za taki rozdział!



poniedziałek, 25 marca 2013

18: Goń się!

Rozdział 18.
-Tak, mamo tyle jedzenia mi wystarczy!- przytuliłam się do niej i dźwignęłam dużą torbę z jedzeniem.
Zobaczyłam Łukasza i chwilę na niego czekałam. Wziął ode mnie siatkę i ruszyliśmy do samolotu. Usiedliśmy na swoich miejscach.
-I jak tam prezenty?- spytał, łapiąc mnie za rękę.
-nawet fajne- uśmiechnęłam się do niego przygryzając dolną wargę.
-Lubię jak tak robisz
-Jak?
-Jak przygryzasz dolną wargę- uśmiechnął się i pocałował mnie w kącik ust.
***
Wyszliśmy z lotniska i ruszyliśmy do samochodu. Wsiedliśmy i po dwudziestu minutach podjechaliśmy pod moje mieszkanie.
-Wjedziesz?- spytałam patrząc w jego tęczówki.
-Pomogę Ci z torbami. - uśmiechnął się. Ja wzięłam torbę z jedzeniem i prezenty, a Łukasz wziął moją walizkę. Zamknął samochód i weszliśmy po schodach. Wsadziliśmy walizki do przedpokoju. Zamknęłam drzwi i oparłam się o nie. Spojrzałam na Łukasza. Przybliżył się do mnie i zaczął mnie całować, po chwili zjechał na szyję. Poddawałam się temu.
-Nie róbcie tego tutaj- powiedział Gotze w samych bokserkach stojąc na środku holu. Łukasz się odsunął i spojrzał na swojego kolegę.
-Co tu robisz?- spytał
-Teraz? Na pewno nie to samo co ty i Kamila- odpowiedział uszczypliwie.
-Dobra ja lecę, przyjadę później- pocałował mnie i wyszedł.
-Spławiłem go?- spytał Mario
-Goń się!- wystawiłam mu język i pociągnęłam walizkę do pokoju. Rozpakowałam rzeczy.
-Kamila, co dostałaś?- wbiegła do pokoju Marcysia.
-Dużo rzeczy- odpowiedziałam i wyciągnęłam siatkę z prezentami.
-Pokaż!- rzuciła się na łóżko.
-No to od Babci i dziadka dostałam sweter. Od Cioci dostałam perfumy. Jakąś kasę. Od rodziców dostałam zegarek na rękę srebrny.
-a to?- dziewczyna wyciągnęła ciemne pudełeczko z siatki.
-To od Łukasza- uśmiechnęłam się do niej.
-Co to?- powoli zaczęła otwierać pudełeczko. Było one pokryte miękką tkaniną. Złoty napis Apart bardzo odznaczał się od reszty. Otworzyła. W środku była jasna tkanina z uwypuklonym miejscem na którym leżała czarna bransoletka ze złotą, czterolistną koniczynką. Była przepiękna.
-Śliczna co? - spojrzałam na czerwonowłosą.
-Śliczna? To jest cudowne!- jęknęła- a Co masz dla niego?
-Tajemnica- zaśmiałam się. Rozpakowałam swoje rzeczy do końca i poszłam się wykąpać.
Założyłam na siebie ciemne rurki z białymi kropeczkami, a na to czarną bluzkę z kościstymi dłońmi. Weszłam do kuchni.
-Idziecie gdzieś dzisiaj?- spytałam dziewczyny siedzące przy blacie.
-Ja muszę jechać do Moritza- powiedziała Kasia.
-Ja pojadę do Patrycji, bo dawno się nie widziałyśmy-dodała Daria
-Ja idę do Mario- powiedziała Marcysia
-No dobra- uśmiechnęłam się do nich.
-Co się w tej Polsce stało, że Ty taka zadowolona jesteś? -spytała Daria
-Nic się nie stało- otworzyłam szerzej oczy.
-Mhm- dodały w jednym czasie. Przekręciłam oczami.
-Dobra zwijamy się- krzyknęła Daria i Marcysia. Poszły się przygotować i po chwili ich nie było. Kasia siedziała jeszcze chwilę, potem ubrała na siebie fioletową sukienkę i po chwili już jej nie było. Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Trochę później  usłyszałam dzwonek do drzwi. Podbiegłam do drzwi i je otworzyłam.
-Wchodź- uśmiechnęłam się do Łukasza. -Możesz przełączyć, ja zaraz przyjdę.- pokazałam palcem na telewizor i poszłam do pokoju. Wzięłam małe pudełeczko i poszłam z powrotem do Piszczka. Usiadłam obok niego na kanapie i trzymałam prezent za plecami.
-Jaki to mecz?- spojrzałam na telewizor.
-Santos z Bayernem, jakiś towarzyski- uśmiechnął się do mnie.
-o Santos tam gra Neymar, ten przystojny nie?- wystawiłam do niego język. Łukasz wyłączył telewizor- No ej!- jęknęłam. Chłopak przymrużył oczy i spojrzał na mnie. Wyciągnęłam niebieskie pudełeczko zza siebie i podałam mu.
-To Twój prezent kochanie- pocałowałam go w policzek. W środku leżał duży, srebrny zegarek. -Podoba się?- spytałam
-Jest cudowny- przybliżył się i mnie pocałował. -a za tego Neymara to chyba kara jakaś co?-spytał
-Nie złapiesz mnie!- krzyknęłam i pobiegłam do sypialni. Po chwili Łukasz się w niej znalazł. Złapał mnie i położył na łóżku, zaczął delikatnie całować.
***
<Perspektywa Kasi>
Siedzieliśmy w jego domu przy stoliku.
-Kasia- złapał mnie za rękę.- Wiem, że to szybko, bo znamy się dopiero trzy miesiące, ale czuję, że znam Cię wieki.- uśmiechnął się- Przepraszam za te wszystkie kłótnie. Podszedł do mnie.
-Tak bardzo chciałbym, żebyś byłą ze mną na zawsze- powiedział i uklęknął przy mnie.
-Kasia..- zaczął .
-Matko, Moritz!- jęknęłam
-Jestem Szaleńcem, ale Kasia chce, żebyś była moją żoną!- wrzasnął i otworzył małe pudełeczko z kieszeni.
-Jezu! Tak!- wrzasnęłam.
***
<Perspektywa Kamili>
Przytuliłam się do Łukasza. Jeździł palcem, po moim nagim ramieniu.
-Kamila!- wrzasnął znajomy głos.
-Daria!- szepnęłam do Łukasza i wstałam opatulona w koc. Ubrałam jakieś krótki spodenki i jego bluzkę. Wyszłam z pokoju.
-Hym?- spojrzałam na nią.
-Jesteśmy tu z Patrycją, bo Hummels cieszy się, że będzie ojcem- uśmiechnęła się do mnie. Łukasz wyszedł w samych spodniach.
-Łukasz?- spytała Patrycja
-To ja- zaśmiał się.
-Zadzwonię po Matsa, przecież on się o Ciebie martwił, że Ciebie u niego nie ma.
-Niech tu wpadnie- odpowiedział
-Mile spędzony wieczór w dużym gronie- dodała Daria
-Tak- dodałam i uśmiechnęłam się do Łukasza.
____________________________
Zabijcie mnie, bo nic mi się nie chce.... Jutro następny, bo jestem głupia i nie mam weny i szkoła...
7 komentarzy?
:)
xx





niedziela, 24 marca 2013

17: willkommen

Rozdział 17
Łukasz trzymał moje ręce u góry i delikatnie całował. Taka chwila może trwać wiecznie. Minęły tylko trzy miesiące. Jak to możliwe? Ja kto możliwe, że chłopak, który zawsze mi się podobał, jest teraz tu ze mną, przecież miał żonę, już jej nie ma. Tak szybko?! "Cholera!" odgarnęłam swoje myśli. Spojrzałam w jego niebieskie tęczówki i dotknęłam jego włosów. "Od kiedy ja mam takie szczęście? Od kiedy to moja szansa?!". Patrzyłam jak w jego oczach pojawiają się iskierki. Obserwowałam jego twarz. Widziałam każde zagłębienie, każdy mięsień poruszający się przy jego specyficznym, szczerym uśmiechu.
-Czemu mnie tak obserwujesz?- spytał, zakładając moje zgubione kosmyki włosów za ucho.
-Bo nie wierzę- odpowiedziałam
-W co?
-W to, że tu jesteś, ze mną. Jeszcze trzy miesiące temu znałam Cię tylko z telewizora.
-Cuda się zdarzają- uśmiechnął się i znowu mnie pocałował. Jego ręka delikatnie przejechała po moim boku i podwinęła moją bluzkę.
-Kamila!- usłyszałam krzyk mamy.
-Musimy zejść- powiedziałam i pociągnęłam go za rękę i zeszliśmy na dół.
-Rozpakowaliście się już?- spytała ciotka.
-No przecież Kamila nie ma już swetra- zaśmiała się babcia. Spuściłam głowę i pociągnęłam Łukasza do kuchni.
-Jesteście głodni?- spytała moja rodzicielka.
-Troszeczkę- odpowiedziałam i zajrzałam do garnka.
-Bigos- złapał mnie za szlufkę od spodni Piszczu. Odwróciłam się do niego i przekręciłam głowę.
-Skąd wiesz?- spytałam
-Odbiło się w Twoich oczach- uśmiechnął się. Uderzyłam w niego ścierką i zaczęłam się śmiać.
***
Siedzieliśmy jeszcze chwilę z moją rodziną i zbieraliśmy się do spania.
-Tylko grzecznie- krzyknął tata, kiedy wchodziliśmy po schodach. Przygryzłam dolną wargę i poszłam do pokoju. Wskoczyłam do łóżka, a obok mnie położył się Łukasz.
-Pierwszy raz razem śpimy- powiedział 
-Nie pierwszy raz. W jednym łóżku śpisz ze mną już trzeci raz- wystawiłam mu język.
-Ale RAZEM- zaznaczył ostatnie słowo. Pocałowałam go i się do niego przytuliłam. Po chwili zasnęłam.
***
Obudził mnie delikatny pocałunek w szyję.
-Witam księżniczkę- usłyszałam
-Dzień dobry- odpowiedziałam i powoli otworzyłam oczy. Zobaczyłam nad sobą Łukasza. Boże piękny widok!
-Co się cieszysz ty?- powiedział
-A nie mogę?- uśmiechnęłam się jeszcze bardziej.
Spojrzałam na zegarek leżący obok.
-O której masz autobus?- spojrzałam na niego.
- O siedemnastej- odpowiedział
-A o której będziesz na miejscu?
-O osiemnastej, kochanie
-Dobra, teraz ze mnie złaź! podyktowałam.
 Po kilku minutach zeszliśmy na śniadanie. Rodzinne spotkania tak bardzo ich nie lubię, ale chyba nie jestem jedyna. Posiedzieliśmy chwilę razem z nimi, chwilę u mnie w pokoju. Zamówiliśmy Łukaszowi bilet. Siedzieliśmy. Kurde czas z nim tak szybko płynie. Dlaczego? Około piętnastej wyjechaliśmy na lotnisko. Odebraliśmy bilet i siedzieliśmy jeszcze pół godziny w poczekalni.
-Zgadamy się jakoś z powrotem- uśmiechnął się i wsiadł do autobusu. Pomachałam mu i wróciłam z tatą do domu.
***
Dzisiaj Wigilia. Wstałam grubo po piętnastej. Pierwszy raz od jakiegoś czasu spałam tak długo. Ubrałam się w dres i włączyłam laptopa. Napisałam do Łukasza czy ma czas pogadać i zeszłam do mamy, żeby się przekonać, czy w czymś jej pomóc. Powiedziała, że wszystko ma załatwione, więc mogę spokojnie posiedzieć. Wróciłam do pokoju i włączyłam Skype, Łukasz już był, więc od razu do niego zadzwoniłam.
-Cześć mój cukiereczku
-willkommen*
-Co robisz? -spytał poprawiając kamerkę.
-Siedzę, pakuję prezenty.
-Twój prezent masz w szafie, ale wyciągnij dopiero po 19!
-Dobrze, panie oficerze- odpowiedziałam- a ty co robisz?
-Siedzę i się nudzę.
-Nie pomagasz mamię?-
-Ma wszystko zrobione już.
-A jak z rozmową o rozwodzie?
-Jakoś to przyjęli.
[...]
-Ja Ci dam prezent w Dortmundzie. -odpowiedziałam
-Mam się bać?- spytał
-Nie wiem- zaśmiałam się -Wołają mnie już, że mam się przebrać.
-Dobra leć!
-Pa kochanie!
-Pa- zamknęłam laptopa.
Podeszłam do szafy i wyciągnęłam ciemne spodnie, ciemne lity i koszulową bluzkę. Zeszłam na dół, wszyscy już byli przebrani i czekali na mnie. Zjedliśmy wigilijną kolację i najmłodsza kuzynka rozdawała prezenty.
Dostałam wiele cudnych prezentów.
________________
Nie mogę go dokończyć, bo wszyscy mi przerywają. Nosz kuźwa!
*Witaj XD

16: Nie ma mnie?

Rozdział 16.
Obudził mnie dźwięk przewracanych pustych butelek. Spojrzałam na osobę leżącą obok mnie. Łukasz leżał przysypany poduszkami, bez koszulki. "No pięknie". Wstałam.
-Dlaczego masz na sobie majtki Łukasza?- usłyszałam głos Błaszczykowskiego
-Co?- spojrzałam w dół. Męskie majtki.
-Czy z wami się nie da  upić?- spojrzałam na Lewego, który podnosił się z gromady pustych butelek.
-Nie wiem.- Odpowiedział. Poszłam do kuchni i wzięłam butelkę wody. Wróciłam do pokoju, Łukasz siedział na kanapie i ocierał twarz rękoma.
-Jak się spało- spytałam
-Czemu nic nie pamiętam z wczoraj?- spojrzał na mnie
-Bo Kuba i Lewy przyszli i nas upili.- Podniosłam kąciki ust. -Masz wodę- rzuciłam m u butelkę i poszłam się przebrać. Kiedy tylko ogarnęliśmy dom i trochę siebie, zrobiłam śniadanie i usiedliśmy wszyscy w kuchni.
-Co robicie na święta?- spytał Kuba
-Ja jadę do Babci- odpowiedziałam
-Ja spędzam z Anią u jej rodziny- odpowiedział Lewy
-Ja będę musiał jechać do ojca i spieprzyć im święta.- powiedział Łukasz
-Czemu spieprzyć?- spojrzałam na niego i położyłam rękę na jego dłoń.
-Powiedzieć im o rozwodzie-Będzie dobrze- uśmiechnęłam się do niego.Odwzajemnił. Posprzątałam po śniadaniu i wzięłam laptopa. Już dawno nie byłam, ani na facebook'u, ani Twitterze. Dużo się działo. Kiedy tylko weszłam na swój profil zobaczyłam piętnaście wiadomości. Przejechałam najpierw po tablicy.
"Boczny obrońca Borussi Dortmund rozstał się z żoną. Czy to przez tą młodą dziewczynę?" Spojrzałam na zdjęcie. Tak jak się spodziewałam. Ja i Łukasz w samochodzie. Wyłączyłam komputer i oparłam się na ręce.
-Coś się stało?- spytał Kuba
-Nie nic- odpowiedziałam i wciągnęłam dużą ilość powietrza.
-Pewnie zobaczyła coś o sobie na face- wystawił język Robert
-Oj zamknij się- wstałam z krzesła i poszłam do swojego pokoju.
***
-Halo?-odebrałam telefon.
-Czekam już na dole, za pół godziny mamy samolot- usłyszałam Łukasza.
-Zaraz zejdę. Złapałam swój gruby sweter i założyłam na zwykłą czarną bluzkę. Podciągnęłam rurki w panterkę, założyłam śniegowce i kurtkę. Złapałam za rączkę walizkę, torbę i ruszyłam na dół.
Wpakowałam swoje rzeczy do samochodu Łukasza i usiadłam obok niego.
-Hej- przywitałam się.
Dojechaliśmy na lotnisko. Wszystko działo się tak szybko, że nawet nie zauważyłam, a byłam już w samolocie. Usiadłam przy oknie. Łukasz położył rękę na moim kolanie. Uśmiechnęłam się do niego.
-Wiesz jak Kuba do mnie zadzwonił to coś nam przerwał- pokazał swoje bialutkie proste zęby. Przybliżył się i nasze usta się połączyły. Delikatny pocałunek mógł trwać wieczność. Spojrzałam w jego oczy. W takim towarzystwie ten samolot może lecieć wieczność!
***
Wylądowaliśmy. Wzięłam swój bagaż i czekałam na Łukasza, po chwili stanął obok mnie.
-O której masz autobus?- spojrzałam na niego.
-Za pięć godzin.
-a masz już bilet?
-Nie- pokręcił głową.
-To pojedziesz ze mną do domu, przenocujesz u nas jedną noc i jutro pojedziesz do ojca- uśmiechnęłam się do niego.
-Jeżeli będę mógł- uśmiechnął się i ruszyliśmy do mojego taty.
-Cześć- podeszłam do taty, a on mnie pocałował w policzek i przytulił. -To jest Łukasz, możemy go przenocować na jedną noc. Prawda?- spojrzałam na tatę. No tak zapomniałam, że nikt nie jest przyzwyczajony do widoku piłkarza z reprezentacji tak po prostu z własną córką. Wsiedliśmy do samochodu i po trzydziestu minutach byliśmy już w domu. Od samego wejścia wskoczyła na mnie mama, kuzynki, ciocie i wszystkie kobiety w domu. Przywitałam się z nimi i przedstawiłam Łukasza. Piszczek nie narzekał na brak powodzenia w mojej rodzinie. Każdy kuzyn chciał od niego autograf i żeby pokazał jakieś triki. Złapałam go za rękę.
-Chodź zostawisz walizki w pokoju.- uśmiechnęłam się do niego. Weszliśmy do mojego starego pokoju.
-Serio interesowałaś się nożną- zaczął badać każdy plakat wiszący na jasnej szafie.-
-Nie ma mnie?- odwrócił się do mnie i poruszył brwiami.
-No widzisz- zaśmiałam się i podeszłam do niego. Popchnął mnie na łóżko.
 __________________________
Niech was ciekawość zje! :P
Jutro może dodam... Zależy od humoru...
Miłej niedzieli xx

Ci na dole mają najgorzej xd Jak to wygląda xD


sobota, 23 marca 2013

15: "Tak, głupku. Masz tu być przy mnie!"

Rozdział 15 Wychodziłam właśnie z pracy.
-Kamila- podbiegł do mnie Santana.
-Hym?- odwróciłam się.
-Wiesz chciałbym Cię podwieźć-uśmiechnął się do mnie.
-Nie musisz Felipe, czekam na Łukasza- oparłam się o czarny samochód należący do Piszczka.
-Chciałem z Tobą porozmawiać- uśmiechnął się i delikatnie się przybliżył.
-No to możemy tutaj, Piszczu pewnie poprawia fryzurę- zaśmiałam się delikatnie. Chłopak spojrzał mi w oczy.
-Jest coś w Tobie
-Felipe?- jęknęłam, ale chłopak na nic nie reagował. Przybliżył się i zaczął mnie całować.
-Co wy..?!- krzyknął Łukasz idący w naszą stronę. Odsunęłam Santane od siebie dynamicznym ruchem i pobiegłam do domu. Zaczęłam płakać. Wbiegłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko.
***
Poczułam czyjąś rękę na swoim ramieniu.
-Kamila- usłyszałam
-Łukasz, to nie ja. To Santana nie wiem co sobie ubzdurał. Uwierz mi- podniosłam się i spojrzałam na niego
-Wierzę Ci. Nie mam prawa być na Ciebie zły. Nic nas nie łączy.-Pokazał rząd białych zębów i przejechał po mojej ręce. "To mnie nie pocieszyło" spiorunowałam swoje myśli. Lekko podniosłam jeden kącik ust.
-Daria pojechała na dwa dni z Reusem do Polski, Marcysia nocuje u Gotze, a Kasia pojechała do Patrycji. Ja jadę do domu.- odpowiedział i zbierał się do wyjścia.
"Tak, teraz, złap go za tą pierdoloną dłoń, pociągnij do siebie. Poproś, żeby został!" krzyknęłam w myślach.
-Łukasz?- powiedziałam cicho. Chłopak odwrócił się w drzwiach i przejechał językiem po wargach.
-Nie chce zostać sama.- powiedziałam i spojrzałam na niego. Nastała cisza. Słyszałam jak moje serce wystukuje rytm kropli deszczu obijających się o metalowy parapet. Opuściłam głowę i czekałam, aż usłyszę dźwięk zamykanych drzwi. Jednak nic się nie działo.
-Mam zostać?- w końcu usłyszałam ciche zapytanie. "Tak, głupku. Masz tu być przy mnie!"
-Jeżeli chcesz- spojrzałam na niego.
-Nie wiem, czy ty będziesz chciała
-Chcę- szepnęłam. Usłyszałam jak ciężka torba opada na podłogę, a może to był kamień, który spadł z serca. Nie wiem, to był huk. Podeszłam do niego.
-Dziękuję- wyszeptałam
-za co?- spytał zdezorientowany
-za to, że jesteś- przytuliłam się do niego.
-Obejrzymy coś w telewizji?- zaproponował
-To chodź- ruszyłam do dużego pokoju. Usiadłam na kanapie, a obok mnie Łukasz. Zaczęliśmy oglądać jakiś taneczny film o wielkiej miłości.
-Ilu miałaś chłopaków?- spytał
-Ja? Jednego?- spojrzałam na niego.
-Jesteś taka stała w uczuciach?
-Nie, po prostu zawsze odstraszałam chłopaków swoim zainteresowaniem do nożnej, swoją pasją i tym, że potrafiłam być mocniejsza od nich.
-Mocniejsza od nich?-spojrzał z niedowierzaniem
-Grając z nimi w nogę, kolega ślizgiem w metalowych korkach przeciął mi skórę na łydce. Dalej grałam, a koleś, który dostał piłką w twarz zszedł, bo tak bardzo go bolało- czekałam teraz tylko na to, aż mnie wyśmieje. Jednak jedyne co zrobił co złapał mnie za rękę. Przysunęłam się do niego. Nasze spojrzenia się spotkały. Usta były tak blisko siebie. Czułam jego oddech. Czułam go. Zamknął oczy. Dzieliło nas już tylko kilka milimetrów, kiedy zadzwonił telefon. Odsunęliśmy się od siebie.
-Halo?- Łukasz odebrał.
-Gdzie jesteś?- spytał dzwoniący
-U Kamili- grzecznie odpowiedział.
-Zaraz u was będę. - Łukasz odłożył telefon.
-Kto to?- spytałam zakrywając się kocem.
-Kuba i Lewy zaraz tu przyjadą- spojrzał na mnie.
-Nie mów im o Santanie, dobrze?- spojrzałam na niego.
-Dlaczego?- spojrzał na mnie podnosząc jedną brew.
-Sama chce z nim to wytłumaczyć- uśmiechnęłam się do niego i poczułam jak rozluźnia uścisk na mojej dłoni. "Księżniczko!"- wrzasnęłam na siebie w myślach
_______________________________

TROLOLOLOLOLO JESTEM DEBILEM!
Następny będzie lepszy, bo ten jest do dupy. Pozdrawiam!
7 komentarzy?