czwartek, 4 kwietnia 2013

23: Jesteś za młoda na takie rzeczy

Rozdział 23 
Weszłam do domu i trzasnęłam drzwiami.
-Co?!- krzyknęła Kasia
-Nic- zacisnęłam wargi w wąski pasek.
-Taaaak- odpowiedziała i podeszła do mnie.
-Łukasz.- odwiesiłam kurtkę.
-Oj tam- przytuliła mnie- Patrycja i Agata dzisiaj wpadną, więc posiedzimy sobie.
-No spoko. Idę się umyć i przebrać. -uśmiechnęłam się.
-Idź-machnęła ręką. Wystawiłam jej język. 
-Ej! Nie! Chodź, powiedz mi co z Moritzem?- odwróciłam się w drzwiach. Po chwili Kasia wbiegła do pokoju. Dziewczyna opowiadała o swoim narzeczonym, ale jakoś nic do mnie nie docierało.
"O co mu chodziło?" jedyna myśl, jaka teraz siedziała w mojej głowie.
-Kamila!- wyrwała mnie z przemyśleń
-Tak?- spytałam zapinając spodnie.
-Słuchasz mnie?
-Przepraszam. Myślałam o Łukaszu.
-A co się stało?
-Nie wiem właściwie. Obraził się, że Ozil do mnie zagadał.- Zaczęłam delikatnie gnieść włosy w rękach.
***
Nalałam trochę whiskey do szklanki i popiłam. Usłyszałam dźwięk dzwonka, podbiegłam do drzwi i otworzyłam.
-Siemka!- krzyknęła Ania podnosząc butelkę wina w ręce.
-Hej!- przytuliłam ją i wpuściłam. Za nią stała Patrycja z dużym pomarańczowym sokiem, a obok Agata z wielkim ciastem. Weszły do środka i zaczęłyśmy się rozkręcać. Usiadłam na kanapie, a obok mnie Kasia. Dalej Marcysia i Daria. Na przeciwko Ania, Agata i Patrycja.
-Która co pije?- spytała Daria
-Ja whiskey -odpowiedziałam
-Ja soczek pomarańczowy- odpowiedziała Pati
- ja też sok- powiedziała Agata
-Ja wino- Ania się uśmiechnęła
-To ja z Anią- dodała Kasia.
-Marcysia?- spytała Daria
-No to ja chce Cin Cin - odpowiedział
-To ja też. Zaraz wam przyniosę.
-Patrycja, jak maleństwo?- spytała Ania
-a dobrze. Rozwija się- uśmiechnęła się i pogłaskała po brzuchu.
-Ile jeszcze?- spytałam
-No to dopiero drugi miesiąc- odpowiedziała
-Agata, a ty który?- spytała Marcysia
-Ja czwarty- uśmiechnęła się
-Kuba się postarał- zaśmiałam się
-W końcu trafił- wybuchła śmiechem Ania
-Ty uważaj, żeby Lewy nie strzelił- powiedziała Agata
-Na razie nie trafi- odpowiedziała
-A co, dopiero po ślubie?- spytała Kasia
-Nie no, ale nie trafi- zarumieniła się
-Wiesz, Robercik jest nieprzewidywalny- dodała Ania
-Oj jest
-uuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu- wszystkie krzyknęłyśmy w jednym momencie.
***
Podniosłam się powoli. Złapałam za głowę i spojrzałam na zegarek.
-O cholera!- wrzasnęłam i wskoczyłam do garderoby. Ubrałam szybko jakieś ciuchy i wybiegłam do pracy.
***
Ominęłam jakimś szybkim i zwinnym ruchem Jurgena.
-Kamila!- wrzasnął
-Dzień dobry- uśmiechnęłam się i pognałam do gabinetu.
-Jesteś- usłyszałam zza parawanu
-Zdążyłam- podniosłam rękę do góry, w tym momencie Roman przybił mi piątkę.
-Co ty tu?- otworzyłam usta. 
-Jesteś za młoda na takie rzeczy- uśmiechnęłam się i wyszedł.
-HA-HA-HA-powiedziałam i usiadłam na swoim stanowisku.
Po kilku godzinach Łukasz przyszedł do mnie.
-Kamila, idziemy coś zjeść?- spytał
-No jasne- uśmiechnęłam się i ruszyłam do niego. Weszliśmy do bufetu.
-Co chcesz?- spytał
-Sałatkę- uśmiechnęłam się i poszłam do stołu. Po chwili Łukasz do mnie przyszedł z dwiema sałatkami. Usiadł obok i i złapał mnie za rękę.
-Przepraszam za wczoraj- pocałował mnie w policzek.
-Nie rób tak nigdy więcej, ok?- złapałam go za policzek i pocałowałam.
-Dobrze- odpowiedział, spojrzał na moje usta i pocałował jeszcze raz. Zaczęliśmy rozmawiać o jakimś wspólnym wyjeździe.
-Hej- dosiadł się do nas Mesut.
-Siemka- przywitaliśmy się. Spojrzałam na dłoń niemieckiego piłkarza.
-Masz żonę?- pokazałam na obrączkę.
-Mam- uśmiechnął się. Puściłam Łukaszowi sójkę w bok i delikatnie się do niego uśmiechnęłam.
-a Łukasz ty nie miałeś?- spytał
-Miałem- otworzył pudełko z sałatką
-Nie mam pytać tak?
-Jakoś sobie poradziłem- uśmiechnął się i przytulił mnie.
-Ojeju- powiedziałam i delikatnie go pocałowałam.
Siedzieliśmy jeszcze chwilę i rozmawialiśmy z Ozilem. Wróciłam do swoich zajęć.
***
Wychodziłam z gabinetu i Łukasz czekał na mnie przed drzwiami.
-Łukasz!- krzyknął ktoś z naprzeciwka.
-Mats!- wrzasnęłam i przytuliłam się do niego, obok szła Patrycja.
-Mamy dla was coś- uśmiechnęli się.
-Tak?-spytałam
-No to razem chcielibyśmy zaprosić was na nasz ślub, który odbędzie się dwudziestego czwartego lutego.- podali nam zaproszenie.
-Już za dwa tygodnie- uśmiechnęłam się do nich.
-Dokładnie
-Dziękujemy- uśmiechnął się Łukasz i poszliśmy do samochodu.
_____________________________________
Kra kra XDD
Robię babeczki, więc się nie dziwcie, że jest taki dziwny..
10 komentarzy na następny?
xxx 

wtorek, 2 kwietnia 2013

22. Dureń no kurde dureń

Rozdział 22.
*Perspektywa Kamili*

Było grubo po pierwszej w nocy, wchodziłam z Łukaszem do pokoju jak najciszej, żeby nikogo nie obudzić. Cicho zamknęłam drzwi i spojrzałam na przystojnego chłopaka obok mnie.
-Co teraz robimy?-spytał
-Wybieraj- uśmiechnęłam się do niego i ściągnęłam skórzaną kurtkę. Podszedł do mnie, lekko oderwał od ziemi i zaczął całować. Małymi krokami przemierzaliśmy odcinek od drzwi do łóżka. Pomagałam Łukaszowi z rzeczami. Nagle usłyszałam czyjeś krzyki na korytarzu. Obydwoje wybiegliśmy z pokoju. Naszym oczom ukazał się Marco zalany w trupa z bukietem róż.
-Daria!- krzyczał
-Mario.. Ty go tu przywiozłeś?- spytałam
-Powiedział, że jak go tu nie zawiozę to mnie zabije.- bronił się
-Cholera!- warknął Reus- Kamila! Gdzie jest Daria!!!- wrzeszczał
-Zamknij się!- rozkazał Łukasz
- Ty przyszedłeś do Darii?- spytał Marco
-Nie- odpowiedział spokojnie.
-Łukasz, powiedz mi prawdę!- wrzasnął i zakołysał się.
-Dureń no kurde dureń- podniósł ręce do góry.
-Co tu się dzieje?- spytała Daria wychodząc z pokoju.
-Marco do Ciebie przyszedł
-Daria! Nie gniewaj się na mnie!- szedł do niej na kolanach.
-Ale ja się na Ciebie nie gniewam- odpowiedziała spokojnie.
-Ta cała Caroline się dla mnie nie liczy..
-Ja to wiem Marco- uśmiechnęła się do niego.
-To czemu się do mnie nie odzywałaś?- spytał
-No bo to był dla mnie szok i byłam zazdrosna
-A ja myślałem, że z nami koniec. Matko jaki ja głupi- jęknął, rozłożył się na ziemi i zasnął. Chwilę jeszcze staliśmy i trochę z niedowierzaniem patrzyliśmy na nawet słodką scenę.
-Przełóżmy go na kanapę- powiedział Łukasz
-Nie, zostaw go. - odpowiedział Mario i wszedł do sypialni Marcysi. Daria poszła do swojego pokoju z wielkim uśmiechem na ustach. Spojrzałam na Łukasza i delikatnie się do niego uśmiechnęłam. Ruszyliśmy ku "naszej" sypialni.
***
Obudziłam się. Piszczek siedział na końcu łóżka i z kimś rozmawiał przez telefon. Podniosłam się, przytuliłam do niego i delikatnie przejechałam po jego klatce piersiowej. Skończył rozmowę i delikatnie pocałował moje dłonie.
-Jesteś wspaniała- szeptał. Odpłacałam mu się uśmiechem. Poszłam do garderoby i ubrałam jasne rurki, jakąś bluzę i kilka dodatków.
-Idziesz do pracy?- spytał
-Czemu to Cię tak dziwi? Przecież zawsze w czwartki chodzę do pracy- odpowiedziałam poprawiając koczek.
-Nie, nie dziwi mnie to- odpowiedział.
-Coś się stało?- spytałam
-Nie, tylko dzisiaj przyjeżdża Real do nas..- przerwał
-Jesteś zazdrosny!- krzyknęłam i spojrzałam na niego.
-Nie!- zaczął się bronić
-Spokojnie, nikt z Realu mnie nie pociąga tak jak ty- uśmiechnęłam się do niego i delikatnie pocałowałam. Wyszłam z pokoju. Na korytarzu już przebudził się Reus, ale jeszcze nie wiedział gdzie jest i chyba jeszcze nie rozumiał, że leży na ziemi.
-Dzień dobry- powiedziałam omijając go
-Kamila?- spojrzał na mnie
-Tak to ja- uśmiechnęłam się.
-Gdzie ja..- przerwał, wstał i zatrzymał się na ścianie. - chyba popiłem- dodał
-Chyba trochę tak. Masz dzisiaj trening i jak Cię Klopp zobaczy w taki stanie to masz załatwione plus dwadzieścia okrążeń- powiedział Łukasz podając mu wodę.
-Dziękuję, że się o mnie martwisz- wystawił język. Patrycja wyszła z pokoju i pomogła mu się przetransportować do łazienki.
Marcysia i Mario siedzieli na kanapie i najwidoczniej coś było nie tak.
-Coś się stało?- rzuciłam z kuchni, podchodząc do nich.
-Nie, jest ok- uśmiechnęli się. Pomachałam głową i wróciłam do Łukasza. Po chwili wychodziliśmy już do pracy.
**
-Kamila, mamy zejść do Jurgena- rzuciła Emma i złapała swój telefon. Wstałam z fotela i ruszyłam za nią.
Po chwili wychodziłyśmy na boisko. Na murawie stały dwie grupki. Jedna to Borussia Dortmund w swoich czarno- żółtych strojach treningowych, a naprzeciwko nich Real Madryt w białych strojach.
-Chłopcy to są nasze dietetyczki. Jako, że będziecie u nas przez najbliższy miesiąc to one będą zajmować się waszymi "chorobami" -powiedział Jurgen, a Mesut Ozil przetłumaczył swoim kolegom. No właśnie Ozil... Chłopak o dziwnej urodzie, miał coś w sobie czego nikt nie potrafił zidentyfikować. Talent? Na pewno!
-Hej jestem Mesut- podał mi dłoń.
-Kamila- uśmiechnęłam się i uścisnęłam ją.
-Jesteś Polką?- spytał
-Tak- pomachałam głową
-Widać- puścił mi oczko i poszedł dalej. Trochę w szoku odwróciłam się za nim i uśmiechałam się. Podbiegł do mnie Łukasz.
-Rumienisz się- złapał mnie za ręce.
-Nie jestem przyzwyczajona do oglądania takich piłkarzy na co dzień- odpowiedziałam
-a ja?- spojrzał na mnie.
-Oj Ty!- wspięłam się na palce i pocałowałam go. Wróciłam do swoich zajęć.
***
Jak zawsze Łukasz czekał na mnie na holu.
-Hej kochanie!- jęknęłam i pocałowałam go w policzek.
-Witaj- uśmiechnął się.
-Idziemy?
-Tak- złapał mnie za rękę.
-Kamila!- usłyszałam za sobą. Odwróciłam się.
-Mesut?- zmarszczyłam brwi.
-Siema Łukasz, to wy..?- za jąkał się
-Cześć. Co my?- pociągnął
-A już nic..- przerwał, pożegnał się i poszedł.
-Dziwny człowiek- uśmiechnęłam się do Łukasza i poszliśmy do samochodu.
Piszczu zatrzymał się na parkingu przed mieszkaniem.
-Wejdziesz?- spytałam
-Nie- odwarknął
-Co jest?- odwróciłam się do niego.
-Nic
-Przecież widzę..
-Nic- powtórzył
-Jesteś zazdrosny o Ozila?- spytałam. Milczał. -Łukasz!- krzyknęłam. -Nie masz o co być zazdrosny- powiedziałam, położyłam rękę na jego kolano.
-Przyjedziesz do mnie jutro?- spytałam
-Napiszę Ci- powiedział oschle
-AHA- powiedziałam jak najbardziej bez emocji i wyszłam z samochodu.
_____________________________________________
Psuję psuję!
Jutro szkoła :C
Ile komentarzy uda mi się uzbierać pod tym postem?
xxx


sobota, 30 marca 2013

21: Czekaliście na mnie?

Rozdział 21.

*kilka dni później*

-Moritz!- usłyszałam głos Dari, wyskoczyłam z łóżka i pobiegłam na korytarz, w którym stał młody chłopak. Na twarzy miał kilka już zaschniętych ran. Wielkiego siniaka pod prawym okiem i nogę w usztywniaczu. Kasia wzięła od niego torbę.
-Cześć wam- obdarował nas swoim ciepłym uśmiechem.
-Jak się czujesz?- przecisnęłam się przez Mario i Marcysie.
-Dobrze tylko przed najbliższy miesiąc stoję i nie mogę grać.
-Ale na treningi będziesz chodził?- spytał Gotze
-Tak- uśmiechnął się
-Dobra nie męczcie go, chodź- Kasia złapała go pod rękę i weszli do pokoju. Jeszcze chwilę staliśmy w przedpokoju i gadaliśmy między sobą. Nagle otworzyły się drzwi wejściowe i do mieszkania wszedł Łukasz.
-Czekaliście na mnie?- spytał patrząc na naszą grupkę. Wskoczyłam na niego i pocałowałam.
-Co tu robisz?
-Przyszedłem do Ciebie- oddał mi pocałunek.
-Jesteście tacy słodcy, że sobie stąd idę- rzucił Mario i łapiąc Marcysię za rękę, wrócił do pokoju.
Uśmiechnęłam się do Łukasza, a on postawił mnie na ziemi.
-Idziesz dzisiaj do pracy?
-Nie, dzisiaj Emma ogarnia dokumenty.
-To chodź z nami na trening, posiedzisz tam godzinę i później zabiorę Cię gdzieś co?
-Mi się ten pomysł podoba- przybliżył się do mnie i delikatnie pocałował.
***
Weszliśmy na stadion. Zajęłam miejsce obok Jurgena i Moritza.
-Kamila- uśmiechnął się do mnie trener pszczółek.
-Tak?- spojrzałam na niego.
-Podoba Ci się Łukasz?- spytał
-słucham?
-No bo wy kręcicie, to tak się pytam
-Trenerze, oni są razem- wtrącił się Moritz
-Nie nadążam za wami- pokiwał głową i wstał do nich. Spojrzałam na Moritza, a on na mnie, zaczęliśmy się śmiać. Siedziałam przez chwilę cicho.
-Nad czym myślisz?- spytał Mo
-Nad życiem- uśmiechnęłam się do niego. Zaczęliśmy rozmawiać, śmiać się. Piłka Łukasza potoczyła się do mnie, zatrzymałam ją nogą. Piszczu podbiegł do mnie.
-Podasz?
-Za całusa- zagryzłam wargę. Podbiegł bliżej, złapał piłkę i musnął moje usta.
-Serio razem jesteście słodcy- uśmiechnął się Moritz.
-Dziękuję- powiedzieliśmy w tym samym momencie. Uśmiechnęłam się do niego i znowu zaczęli grać. Wyciągnęłam telefon i zaczęłam odpisywać Kasi na sms.
-Kamila!- usłyszałam głos, podniosłam wzrok i zobaczyłam jak piłka leci w naszą stronę. Odbiłam ją pięścią i najwyraźniej byłam pierwszą osobą, która tak zrobiła, bo wszyscy stali z dużymi oczami i otwartymi ustami. Podniosłam piłkę i ruszyłam ku nim.
-Zamknijcie budzie, bo wam pszczółki nalecą- uśmiechnęłam się i wyrzuciłam piłkę z autu. Trener gwizdnął po kilku minutach i pożegnał się z dużymi dziećmi. Weszłam razem z nimi do szatni.
-Kamila, jak ty to? - spytał Roman
-Mówiłam Ci już kiedyś, że lepiej bronię- uśmiechnęłam się do niego i usiadłam przy torbie Łukasza.
Jeszcze chwilę cała drużyna mówiła mi jakie to nienormalne, że odbiłam piłkę.
-Idziemy moja księżniczko?- usłyszałam z góry.
-Idziemy- spojrzałam na Łukasza, wstałam, uśmiechnęłam się do reszty i wyszliśmy, żegnając się.
***
-Gdzie mnie zabierasz?- spytałam
-Do restauracji?- uśmiechnął się i zmienił bieg
-a po co?- zaśmiałam się
-Pytasz jak małe dziecko. Dowiesz się na miejscu.- odpowiedział. Po kilku minutach zaparkowaliśmy na parkingu. Weszliśmy do restauracji i usiedliśmy przy stoliku.
***
-Kocham Cię- powiedział łapiąc mnie za rękę.
-Ja Ciebie też- uśmiechnęłam się do niego.
-Będziesz ze mną na zawsze?- podniósł kąciki ust.
-Jeżeli będę mogła
***
*perspektywa Darii*
Marco złapał mnie za rękę. Przechodziliśmy właśnie przy sklepie.
-Kupujemy coś?- spytał
-A chcesz coś?- spojrzałam na niego.
-Żelki?- zaproponował
-na żelki to się zgadzam- uśmiechnęłam się do niego i weszliśmy do sklepu. Stanęliśmy przy wielkim regale i zaczęliśmy wsypywać je do papierowych torebek.
-Marco?-usłyszałam za sobą damski głos. Reus odwrócił się wtedy kiedy ja.
-Caroline?- spojrzał na nią.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę, że Cię widzę- podeszła do niego i próbowała rzucić mu się na szyję, ale chłopak ją delikatnie odsunął.
-To jest Daria- pociągnął mnie za rękę.
-Cześć, jestem dziewczyną Reusa- przedstawiła się.
-Byłą- warknął Marco
-No właśnie, to, że zerwaliśmy to był błąd, kotek- uśmiechnęła się do niego
-Zdradziłaś mnie. Jaki błąd do cholery?- spytał. Złapał torebeczki i ruszyliśmy do kasy.
-Marco, muszę Ci coś wytłumaczyć! Spotkajmy się!- powiedziała.
Wyszliśmy ze sklepu.
-Przepraszam. Nie chciałem, żeby to tak wyglądało- spuścił głowę.
-Marco, odwieziesz mnie do domu?- spytałam
-Daria.- przeciągnął
-Zawieziesz czy mam iść na pieszo?-nacisnęłam.
-Chodź..- powiedział cicho.
Po kilku chwilach jazdy w ciszy dojechaliśmy do mieszkania. Wysiadłam i poszłam na górę. Chłopak został w samochodzie.
*perspektywa Marco*
Uderzyłem ręką w kierownicę. Drugą wymacałem telefon ze schowka i wybrałem numer do Marco.
-Gotze gdzie jesteś?- spytałem
-W domu- odpowiedział
-Zaraz do Ciebie przyjadę ok?
-Spoko, specjalnie dla Ciebie trochę ogarnę.
-Nie jest mi do śmiechu Marco- wrzasnąłem i ruszyłem. Kilka minut później wjeżdżałem na posesję. Wszedłem do domu.
-Mario jestem!- krzyknąłem i zamknąłem za sobą drzwi.
-Gram w Fifę- odpowiedział. Podszedłem do lodówki, wziąłem jedno piwo i poszedłem do niego.
-Co się stało, że przyjechałeś?- spytał
-Caroline..- przerwałem
-Co znowu zrobiła?- wstrzymał grę.
-Wkurzyła mnie- odpowiedziałem i zacząłem opowiadać mu całe zajście w sklepie i co się potem działo.
-Musisz pogadać z Darią. - podpowiedział
-No kurwa- przekląłem
_________________________________________

Kurczaczków zielonych,
Baranków czerwonych,
Bazi różowych,
Pisanek kolorowych,
Dyngusa tęczowego
I wszystkiego dobrego

 życzy Piszczkowa (Klaudia)

Co do rozdziału jako tako będzie :D Następny dam może jutro : ) Jestem dumna z Łukasza za kolejnego gola i mam bardzo dobry humor. Komentujcie :) xx




piątek, 29 marca 2013

20: Kto ty?

Rozdział 20
Głaskałam włosy Kasi, która leżała na moich kolanach. Łukasz poszedł do lekarza, żeby się czegoś dowiedzieć.
-Idę po wodę- Kasia wstała i poszła do automatu. Piszczek usiadł obok mnie.
-Co jest?
-Moritz ma uszkodzone wiązadło w kolanie, poharatał się, stracił przytomność, na razie nie mogą go wybudzić. - złapałam mnie za dłoń. Kasia wróciła i usiadła obok.
-Pani Maturnam?
-To ja- powiedziała Kasia
-Może pani wejść do pacjenta- rzucił regułką i pokazał jej sale.
-Odwieźć Cię do domu?- spytał Łukasz.
-Nie wiem czy mogę ją zostawić-uśmiechnęłam się do niego.
-Chodźmy do niej -Wolnym krokiem ruszyliśmy do sali gdzie leżał Moritz. Weszliśmy. Kasia siedziała i trzymała chłopaka za rękę.
-Kasiu..- zaczęłam
Dziewczyna była jakby w transie. Nagle chłopak otworzył oczy. Podniósł się delikatnie na przedramieniu i wypuścił z ust wiązankę niemieckich przekleństw. Kasia wstała do niego i spojrzała w jego oczy.
-Kto ty?- spytał . Dziewczyna zaczęła płakać.- Żartowałem, Kasia. Kochanie.- powiedział i opadł na łóżko. Jego narzeczona wypuściła powietrze.
-Głupi głupek!- jęknęła i zaczęła uśmiechać się przez łzy. Stałam z Łukaszem w przejściu i nie bardzo wiedzieliśmy co się stało. Mario wbiegł do pokoju.
-Słyszałem jego głos, czy mi już jebie?- spojrzał na nas, na łóżko i podbiegł do chłopaka krzycząc przy okazji jakim to jest debilem. Po chwili wpadła tu cała reszta. Po woli wycofaliśmy się z Łukaszem i pojechaliśmy do domu.
***
Weszliśmy do domu, wtoczyłam się na łóżko, po chwili Łukasz leżał obok mnie.
-Kiedy jedziesz do Sary?- położyłam głowę na jego ramieniu.
-Wezmę ją do siebie w ferie.- uśmiechnął się.
-Pojedźmy gdzieś razem- przejechałam palcem po jego klatce piersiowej.
-Gdzie byś chciała?
-Nie wiem, gdzieś z Tobą- zamknęłam oczy i uśmiechnęłam się.
***
-Kamila!- wrzasnęła Daria. Podniosłam się, ziewnęłam i wyszłam z pokoju.
-Co?- spytałam przecierając oczy.
-Myślałam, że Cię nie ma.
-Aha!- krzyknęłam i wróciłam do łóżka.
-Wstawaj! Za dwadzieścia minut masz być w pracy- powiedziała wskakując na moje łóżko.
-Nie chce mi się- jęknęłam
-Wstawaj nie pierdziel. Ostatni dzień i masz wolne cztery dni. - ściągnęła ze mnie kołdrę.
-Dobra, dobra już wstaje- podniosłam się i poszłam do garderoby.
_________________________
Krótki, ale nie mogłam go ciągnąć :)
xx

Komentujcie :)




środa, 27 marca 2013

19: jej bajka się tak nie skończy!

****

Rozdział 19.

Otworzyłam lekko oczy i pociągnęłam ręką obok po łóżku. Nikogo nie było obok. Wstałam i poszłam do kuchni na stole leżał liścik.
"Śpieszyłem się na trening. Widzimy się wieczorem.
Łukasz xx"
Czytając, uśmiechnęłam się do siebie. Zrobiłam śniadanie i podałam. Dziewczyny powoli zbierały się w kuchni.
-Powinnyśmy zrobić kiedyś taki babski wieczór. Każda żona i dziewczyna z BVB- zaproponowała Patrycja.
-Albo narzeczona- uśmiechnęła się Kasia. Spojrzałyśmy na nią, a ona pomachała nam przed oczami pięknym pierścionkiem. Rzuciłyśmy się na nią i  zaczęłyśmy krzyczeć. Nawet Patrycja w drugim miesiącu ciąży latała jak powalona.
-To trzeba oblać!- wrzasnęła Marcysia
-Ja nie mogę! Nosz cholera nie mogliście chwile poczekać, do rozwiązania?- spytała Patrycja
-Ja też o tym nie wiedziałam- zaprotestowała Kasia
 -No i co z tego- zaśmiałyśmy się.
-Ja muszę wyskoczyć na godzinę do pracy, ale wy tu siedźcie- powiedziałam i poszłam się przebrać.
Wciągnęłam na siebie czerwone rurki, czarną koszulową bluzkę, trampki, złapałam torebkę i wyszłam.
***
Powoli zbierałam się do powrotu do mieszkania. Łukasz już czekał na korytarzu.
-Cześć, kochanie- podszedł do mnie i delikatnie pocałował w czoło.
-Hej- uśmiechnęłam się. -Nie znikaj tak rano, bo się boję
-czego?- spytał, łapiąc mnie za dłoń.
-Boję się, że..- przerwał mi telefon. Wyszperałam go z torebki.
-Halo?- odebrałam 
-Kamila.. gdzie jesteś?- usłyszałam załamujący się głos Kasi.
-Jeszcze w pracy, ale zaraz będę jechać do domu. Coś się stało? Co z Twoim głosem?- spytałam
-Jestem w szpitalu- zaczęła
-Gdzie?- warknęłam jakbym chciała się upewnić czy dobrze usłyszałam.
-W szpitalu w Dortmundzie. Przyjedziesz?- spytała
-Oczywiście, zaraz będę- rozłączyłam się.
-Coś się stało?- Łukasz spojrzał na mnie.- Masz zimne dłonie i się trzęsiesz- przytulił mnie
-Zawieziesz mnie do szpitala. Kasia tam jest, ale ja nie wiem co się stało.
-Chodź- pociągnął mnie za rękę. Po chwili wsiadaliśmy do samochodu i jechaliśmy do szpitala.
Dziesięć minut później wbiegłam do holu. Kasia siedziała przy sali. Była cała zapłakana. Podbiegłam do niej.
-Co się stało?- przytuliłam ją do siebie.
-Zadzwonili do mnie, po tym jak poszłaś, że Moritz...- przerwała
-Co z nim?- przyciągnęłam ją do siebie
-że miał wypadek jak jechał na trening-zaczęła płakać. "Nienawidzę jak ona płacze!"-wrzasnęłam w myślach. Łukasz po chwili przyszedł i usiadł obok mnie.
-Moritz miał wypadek- szepnęłam do niego.
-Co?!- wrzasnął - Cholera jasna! -zacisnął dłonie w pięść.
-Kochanie, będzie dobrze, zobaczysz, pewnie się tylko poharatał i wyjdzie z tego- potrząsnęłam Kasią.
-Nie chcą mi nic powiedzieć- łkała
-Nie płacz!-jęknęłam- Proszę..- Po chwili dołączyli do nas Kuba, Rober, Illkay, Roman, Emma, Jurgen, Felipe, Sebastian, Patrycja, Mats, Daria, Marco, Marcysia, Mario. Siedzieliśmy razem w tej pieprzonej poczekalni. Nikt nie chciał nam nic powiedzieć. Czekaliśmy. Właściwie to umieraliśmy z nadziei, oczekiwania, bezradności.
-Będzie dobrze, słyszysz?- krzyknęła do Kasi Patrycja.
-A jeżeli nie?
-Wypluj te słowa- wrzasnął Felipe. Siedziałam obok Łukasza i przygryzałam pięść. "Jej bajka się tak nie skończy!"- wrzeszczałam do tego u góry w myślach "Nie pozwolę Ci na to!"
_________________________
Wybaczcie, coś mnie dzisiaj napadło z moim dziwnym humorem.
10 komentarzy?
Płaczcie ze mną XD


@keep_calm_ziom kocham Cię najbardziej na świecie, przepraszam za taki rozdział!



poniedziałek, 25 marca 2013

18: Goń się!

Rozdział 18.
-Tak, mamo tyle jedzenia mi wystarczy!- przytuliłam się do niej i dźwignęłam dużą torbę z jedzeniem.
Zobaczyłam Łukasza i chwilę na niego czekałam. Wziął ode mnie siatkę i ruszyliśmy do samolotu. Usiedliśmy na swoich miejscach.
-I jak tam prezenty?- spytał, łapiąc mnie za rękę.
-nawet fajne- uśmiechnęłam się do niego przygryzając dolną wargę.
-Lubię jak tak robisz
-Jak?
-Jak przygryzasz dolną wargę- uśmiechnął się i pocałował mnie w kącik ust.
***
Wyszliśmy z lotniska i ruszyliśmy do samochodu. Wsiedliśmy i po dwudziestu minutach podjechaliśmy pod moje mieszkanie.
-Wjedziesz?- spytałam patrząc w jego tęczówki.
-Pomogę Ci z torbami. - uśmiechnął się. Ja wzięłam torbę z jedzeniem i prezenty, a Łukasz wziął moją walizkę. Zamknął samochód i weszliśmy po schodach. Wsadziliśmy walizki do przedpokoju. Zamknęłam drzwi i oparłam się o nie. Spojrzałam na Łukasza. Przybliżył się do mnie i zaczął mnie całować, po chwili zjechał na szyję. Poddawałam się temu.
-Nie róbcie tego tutaj- powiedział Gotze w samych bokserkach stojąc na środku holu. Łukasz się odsunął i spojrzał na swojego kolegę.
-Co tu robisz?- spytał
-Teraz? Na pewno nie to samo co ty i Kamila- odpowiedział uszczypliwie.
-Dobra ja lecę, przyjadę później- pocałował mnie i wyszedł.
-Spławiłem go?- spytał Mario
-Goń się!- wystawiłam mu język i pociągnęłam walizkę do pokoju. Rozpakowałam rzeczy.
-Kamila, co dostałaś?- wbiegła do pokoju Marcysia.
-Dużo rzeczy- odpowiedziałam i wyciągnęłam siatkę z prezentami.
-Pokaż!- rzuciła się na łóżko.
-No to od Babci i dziadka dostałam sweter. Od Cioci dostałam perfumy. Jakąś kasę. Od rodziców dostałam zegarek na rękę srebrny.
-a to?- dziewczyna wyciągnęła ciemne pudełeczko z siatki.
-To od Łukasza- uśmiechnęłam się do niej.
-Co to?- powoli zaczęła otwierać pudełeczko. Było one pokryte miękką tkaniną. Złoty napis Apart bardzo odznaczał się od reszty. Otworzyła. W środku była jasna tkanina z uwypuklonym miejscem na którym leżała czarna bransoletka ze złotą, czterolistną koniczynką. Była przepiękna.
-Śliczna co? - spojrzałam na czerwonowłosą.
-Śliczna? To jest cudowne!- jęknęła- a Co masz dla niego?
-Tajemnica- zaśmiałam się. Rozpakowałam swoje rzeczy do końca i poszłam się wykąpać.
Założyłam na siebie ciemne rurki z białymi kropeczkami, a na to czarną bluzkę z kościstymi dłońmi. Weszłam do kuchni.
-Idziecie gdzieś dzisiaj?- spytałam dziewczyny siedzące przy blacie.
-Ja muszę jechać do Moritza- powiedziała Kasia.
-Ja pojadę do Patrycji, bo dawno się nie widziałyśmy-dodała Daria
-Ja idę do Mario- powiedziała Marcysia
-No dobra- uśmiechnęłam się do nich.
-Co się w tej Polsce stało, że Ty taka zadowolona jesteś? -spytała Daria
-Nic się nie stało- otworzyłam szerzej oczy.
-Mhm- dodały w jednym czasie. Przekręciłam oczami.
-Dobra zwijamy się- krzyknęła Daria i Marcysia. Poszły się przygotować i po chwili ich nie było. Kasia siedziała jeszcze chwilę, potem ubrała na siebie fioletową sukienkę i po chwili już jej nie było. Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Trochę później  usłyszałam dzwonek do drzwi. Podbiegłam do drzwi i je otworzyłam.
-Wchodź- uśmiechnęłam się do Łukasza. -Możesz przełączyć, ja zaraz przyjdę.- pokazałam palcem na telewizor i poszłam do pokoju. Wzięłam małe pudełeczko i poszłam z powrotem do Piszczka. Usiadłam obok niego na kanapie i trzymałam prezent za plecami.
-Jaki to mecz?- spojrzałam na telewizor.
-Santos z Bayernem, jakiś towarzyski- uśmiechnął się do mnie.
-o Santos tam gra Neymar, ten przystojny nie?- wystawiłam do niego język. Łukasz wyłączył telewizor- No ej!- jęknęłam. Chłopak przymrużył oczy i spojrzał na mnie. Wyciągnęłam niebieskie pudełeczko zza siebie i podałam mu.
-To Twój prezent kochanie- pocałowałam go w policzek. W środku leżał duży, srebrny zegarek. -Podoba się?- spytałam
-Jest cudowny- przybliżył się i mnie pocałował. -a za tego Neymara to chyba kara jakaś co?-spytał
-Nie złapiesz mnie!- krzyknęłam i pobiegłam do sypialni. Po chwili Łukasz się w niej znalazł. Złapał mnie i położył na łóżku, zaczął delikatnie całować.
***
<Perspektywa Kasi>
Siedzieliśmy w jego domu przy stoliku.
-Kasia- złapał mnie za rękę.- Wiem, że to szybko, bo znamy się dopiero trzy miesiące, ale czuję, że znam Cię wieki.- uśmiechnął się- Przepraszam za te wszystkie kłótnie. Podszedł do mnie.
-Tak bardzo chciałbym, żebyś byłą ze mną na zawsze- powiedział i uklęknął przy mnie.
-Kasia..- zaczął .
-Matko, Moritz!- jęknęłam
-Jestem Szaleńcem, ale Kasia chce, żebyś była moją żoną!- wrzasnął i otworzył małe pudełeczko z kieszeni.
-Jezu! Tak!- wrzasnęłam.
***
<Perspektywa Kamili>
Przytuliłam się do Łukasza. Jeździł palcem, po moim nagim ramieniu.
-Kamila!- wrzasnął znajomy głos.
-Daria!- szepnęłam do Łukasza i wstałam opatulona w koc. Ubrałam jakieś krótki spodenki i jego bluzkę. Wyszłam z pokoju.
-Hym?- spojrzałam na nią.
-Jesteśmy tu z Patrycją, bo Hummels cieszy się, że będzie ojcem- uśmiechnęła się do mnie. Łukasz wyszedł w samych spodniach.
-Łukasz?- spytała Patrycja
-To ja- zaśmiał się.
-Zadzwonię po Matsa, przecież on się o Ciebie martwił, że Ciebie u niego nie ma.
-Niech tu wpadnie- odpowiedział
-Mile spędzony wieczór w dużym gronie- dodała Daria
-Tak- dodałam i uśmiechnęłam się do Łukasza.
____________________________
Zabijcie mnie, bo nic mi się nie chce.... Jutro następny, bo jestem głupia i nie mam weny i szkoła...
7 komentarzy?
:)
xx





niedziela, 24 marca 2013

17: willkommen

Rozdział 17
Łukasz trzymał moje ręce u góry i delikatnie całował. Taka chwila może trwać wiecznie. Minęły tylko trzy miesiące. Jak to możliwe? Ja kto możliwe, że chłopak, który zawsze mi się podobał, jest teraz tu ze mną, przecież miał żonę, już jej nie ma. Tak szybko?! "Cholera!" odgarnęłam swoje myśli. Spojrzałam w jego niebieskie tęczówki i dotknęłam jego włosów. "Od kiedy ja mam takie szczęście? Od kiedy to moja szansa?!". Patrzyłam jak w jego oczach pojawiają się iskierki. Obserwowałam jego twarz. Widziałam każde zagłębienie, każdy mięsień poruszający się przy jego specyficznym, szczerym uśmiechu.
-Czemu mnie tak obserwujesz?- spytał, zakładając moje zgubione kosmyki włosów za ucho.
-Bo nie wierzę- odpowiedziałam
-W co?
-W to, że tu jesteś, ze mną. Jeszcze trzy miesiące temu znałam Cię tylko z telewizora.
-Cuda się zdarzają- uśmiechnął się i znowu mnie pocałował. Jego ręka delikatnie przejechała po moim boku i podwinęła moją bluzkę.
-Kamila!- usłyszałam krzyk mamy.
-Musimy zejść- powiedziałam i pociągnęłam go za rękę i zeszliśmy na dół.
-Rozpakowaliście się już?- spytała ciotka.
-No przecież Kamila nie ma już swetra- zaśmiała się babcia. Spuściłam głowę i pociągnęłam Łukasza do kuchni.
-Jesteście głodni?- spytała moja rodzicielka.
-Troszeczkę- odpowiedziałam i zajrzałam do garnka.
-Bigos- złapał mnie za szlufkę od spodni Piszczu. Odwróciłam się do niego i przekręciłam głowę.
-Skąd wiesz?- spytałam
-Odbiło się w Twoich oczach- uśmiechnął się. Uderzyłam w niego ścierką i zaczęłam się śmiać.
***
Siedzieliśmy jeszcze chwilę z moją rodziną i zbieraliśmy się do spania.
-Tylko grzecznie- krzyknął tata, kiedy wchodziliśmy po schodach. Przygryzłam dolną wargę i poszłam do pokoju. Wskoczyłam do łóżka, a obok mnie położył się Łukasz.
-Pierwszy raz razem śpimy- powiedział 
-Nie pierwszy raz. W jednym łóżku śpisz ze mną już trzeci raz- wystawiłam mu język.
-Ale RAZEM- zaznaczył ostatnie słowo. Pocałowałam go i się do niego przytuliłam. Po chwili zasnęłam.
***
Obudził mnie delikatny pocałunek w szyję.
-Witam księżniczkę- usłyszałam
-Dzień dobry- odpowiedziałam i powoli otworzyłam oczy. Zobaczyłam nad sobą Łukasza. Boże piękny widok!
-Co się cieszysz ty?- powiedział
-A nie mogę?- uśmiechnęłam się jeszcze bardziej.
Spojrzałam na zegarek leżący obok.
-O której masz autobus?- spojrzałam na niego.
- O siedemnastej- odpowiedział
-A o której będziesz na miejscu?
-O osiemnastej, kochanie
-Dobra, teraz ze mnie złaź! podyktowałam.
 Po kilku minutach zeszliśmy na śniadanie. Rodzinne spotkania tak bardzo ich nie lubię, ale chyba nie jestem jedyna. Posiedzieliśmy chwilę razem z nimi, chwilę u mnie w pokoju. Zamówiliśmy Łukaszowi bilet. Siedzieliśmy. Kurde czas z nim tak szybko płynie. Dlaczego? Około piętnastej wyjechaliśmy na lotnisko. Odebraliśmy bilet i siedzieliśmy jeszcze pół godziny w poczekalni.
-Zgadamy się jakoś z powrotem- uśmiechnął się i wsiadł do autobusu. Pomachałam mu i wróciłam z tatą do domu.
***
Dzisiaj Wigilia. Wstałam grubo po piętnastej. Pierwszy raz od jakiegoś czasu spałam tak długo. Ubrałam się w dres i włączyłam laptopa. Napisałam do Łukasza czy ma czas pogadać i zeszłam do mamy, żeby się przekonać, czy w czymś jej pomóc. Powiedziała, że wszystko ma załatwione, więc mogę spokojnie posiedzieć. Wróciłam do pokoju i włączyłam Skype, Łukasz już był, więc od razu do niego zadzwoniłam.
-Cześć mój cukiereczku
-willkommen*
-Co robisz? -spytał poprawiając kamerkę.
-Siedzę, pakuję prezenty.
-Twój prezent masz w szafie, ale wyciągnij dopiero po 19!
-Dobrze, panie oficerze- odpowiedziałam- a ty co robisz?
-Siedzę i się nudzę.
-Nie pomagasz mamię?-
-Ma wszystko zrobione już.
-A jak z rozmową o rozwodzie?
-Jakoś to przyjęli.
[...]
-Ja Ci dam prezent w Dortmundzie. -odpowiedziałam
-Mam się bać?- spytał
-Nie wiem- zaśmiałam się -Wołają mnie już, że mam się przebrać.
-Dobra leć!
-Pa kochanie!
-Pa- zamknęłam laptopa.
Podeszłam do szafy i wyciągnęłam ciemne spodnie, ciemne lity i koszulową bluzkę. Zeszłam na dół, wszyscy już byli przebrani i czekali na mnie. Zjedliśmy wigilijną kolację i najmłodsza kuzynka rozdawała prezenty.
Dostałam wiele cudnych prezentów.
________________
Nie mogę go dokończyć, bo wszyscy mi przerywają. Nosz kuźwa!
*Witaj XD